 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
godz: 22:32 data: 2012.01.24 Jak to baba babie – czyli jak baby potrafią wredne być między sobą i o wojnach babsko-babskich…
W jednym faktycznie samce biją baby na głowę. Potrafimy mianowicie sobie nawrzucać, dać po mordzie, by później usiąść ze sobą i się zaprzyjaźnić. Potrafimy rzucić wszystko i przy zupełnie obcym facecie stanąć w jego obronie. Za kolegę potrafimy nadstawić karku, niezależnie czy ktoś nas lubi czy nie, czy się podoba czy nie – potrafimy pomóc mu, gdy jest ranny, dać mu wsparcie, radę, pożyczyć 100-wkę na taksówkę. Nie ruszamy swoich kobiet, mamy je na oku, gdy się on od nich oddali. Solidarność plemników to coś realnego i jak ktoś zna męski świat to wie, o czym mówię. Jest to moi Drodzy plon wieków walki o przeżycie, gdy polując na mamuta, musieliśmy się wzajemnie wspierać. Odkrywaliśmy, że tylko wspólne działanie daje najlepszy efekt. Szybko odkryliśmy, że animozje, wzajemne pretensje niszczą wspólne działanie, więc nauczyliśmy się tego, że przerywamy działanie do czasu, aż jeden samiec z drugim nie dadzą sobie po razie, nie dogadają się, albo nie wygra silniejszy, mądrzejszy czy lepiej przystosowany – bo inaczej jak się dwóch kłóci, to nic nie wychodzi a mamuty uciekają.
A wiecie jak to jest z Bababmi? No jest zupełnie inaczej.
Na początku sięgnę do dalekiej przeszłości. Gdy samce uganiały się za mamutami, w jaskini siedziały baby z potomstwem i nie mając co robić nudziły się. No nie nadeszła jeszcze dostawa świeżego mięcha, nie ma chłopa, skóry poprane i poszyte, więc co robić? Jak nie było z kim walczyć, bo takie czujne samice omijał każdy źwierz lub przelotny tumult samców z innej jaskini, to kobity walczyły między sobą. Tak, tak – walczyły między sobą o to, którego ważniejszego samca haremik ma więcej do powiedzenia. Walczyły, która samica jest najpiękniejsza i najważniejsza. Walczyły o to, która jest ważniejsza w haremie a która ma siedzieć tylko cicho i nie nadstawiać d… kiedy samiec wróci z polowania. W takich walkach chwytały się za kudły gdziekolwiek je miały (dlatego mają ich tak dzisiaj niewiele a problem owłosienia jest dla nich jednym z ważniejszych), waliły się między sobą jedna z drugą a liczyć na wsparcie innych nie miały nawet co. Co najgorsze, żadna nie ufała drugiej wiedząc, że każda inna samica, nawet własna córka, może wbić jej nóż w plecy (stąd zakaz kazirodztwa). Nie miały poczucia bezpieczeństwa przy innych samicach, bo samiec decydował, która jest przy nim najważniejsza, więc każda chcąc być najważniejszą, musiała inne obśmiać, zdetronizować, pokazać, że jest najlepszą gdzie inne są wszystkie do d…. dla gorszych (czytaj głupszych, słabszych, mniej wartościowych samców).
I tak Wam zostało do dzisiejszych czasów.
A nie? No która się nie zgadza? Napisała do mnie jedna z Was taki list: „Szukałam i nie znalazłam na blogu... tematu o kobietach.
"Kobieta kontra kobieta" (temat o ciemnej stronie ich osobowości w relacji z osobnikiem tej samej płci) … osobiście jestem niemym obserwatorem konfliktu dwóch kiedyś przyjaciółek. Podłość, zagrania poniżej pasa, nienawiść to chleb powszedni, a wszystko zamknięte w bardzo zawoalowanej formie. To kolejna sytuacja, w której kobieta kobiecie, w przypływie białej gorączki i mającej bielmo na oczach, przy uszczuplonym od złości intelekcie robi takie rzeczy w formie wojny podjazdowej. Glos, to typowo babskie zachowanie, faceci tego sobie nie robią, nie tak i nie "nożem w plecy".
W tym samym czasie zupełnie przypadkiem inna moja Czytelniczka, imię mająca na D. napisała takie zdanie: „Skłaniam się do wniosku ,że bez względu na przyczynę jestem taką troszkę alfa:) i tylko silny samiec alfa może być moim obiektem fascynacji:), przewodnikiem stada” potem napisała zdanie: „jednak typowy mazgaj i fajtłapa powoduje ,że tracę zainteresowanie.” Dalej Pani pyta, czy takich Panów jest wielu, czy to nie utopia gonić za taką niewielką garstką, gdy konkurencja tak wielka… etc.
No właśnie – pomyślałem sobie - tu jest pies pogrzebany. Z tej racji, że samce się między sobą wybijały, byli wybijani przez mamuty, tygrysy szablo - zębne, niedźwiedzie jaskiniowe oraz innych pobratymców, wciąż ich było mniej niż samic. I tak jest do dzisiaj, że samic jest więcej w jaskiniach (na wsi mniej), żyją dłużej od nas samców, a samców jest mniej (na wsi więcej). Dlatego wiedząc to a częściej już podświadomie, bo te cholerne geny to taki kurna bagaż, to wiedząc to tak się cholernie czasami nienawidzicie.
Walczycie nie o mięso, ale o miejsce najbliżej koryta. Nie walczycie z mamutami, ale o łowców mamutów. Jako inteligentniejsze wiecie, że więcej żarcia, seksu, blasku znajdziecie przy boku najlepszego samca a nie tego, który przegrał kolejną potyczkę na argumenty i woli już nie podskakiwać, ale zakumulować się z silniejszym samcem. Nawet podświadomie mięczakom dopisujecie kobiece ułomności jak zniewieścienie, bo wiecie że to tylko konkurencja do samca najlepszego z najlepszych albo tylko z grona najlepszych.
Niektóre z Was widzą to, niektóre podejrzewają, inne nie potrafią odróżnić dobrego, wartościowego samca od mięczaka i łachudry. Dlatego staracie się być najlepsze w swoim gronie. Dlatego czasami bielmem Wam oczy się zasłaniają, wchodzi w Was Wasz demon i zaczynacie gryźć, kopać, chwytacie za kudły, ba – gotowe jesteście zatłuc taką samicę jak psa – byleby tylko jakiś samiec zwrócił uwagę na Was pierwej niż na inną.
A gdyby wybrał, to potem spoglądacie na inne z wyższością i radością i mówicie: „Patrzta samice wredne – on mnie wybrał, ja jestem najlepsza! Nie wy”. I rodzi się do takich nienawiść, wtedy jedna do drugiej mówicie: „To zdzira tylko, dupy dała” albo „Patrzcie, jak się dumna nosi, jak łeb zadziera, jak cycki pokazuje zdzira wstrętna” i prychacie a w duchu czasami tak was zazdrość zżera, że jej się udało a nie Wam, bo nie miałyście tyle odwagi, zdzirowatości, sprytu czy elokwencji. Że Wy przecież z powodów ideowych cycków nie pokażecie, czerwieni nie założycie, walczyć o samca nie będziecie, bo wy nie z tych ale z tamtych, co czekają na tego rycerza na koniu białym, co po Was przyjedzie i Was sobie wyrwie na konia i pogalopujecie w piękny, nowy świt nowego życia…
I tak stoicie i czekacie kiedy się pojawi, a zwykle to pojawia się i ziuuu … Was tak szybko mija, bo Was nie widać, niczym się nie wyróżniacie, tylko kwileniem i Waszą inteligencją się zasłaniacie, że Wy szowinistycznych ideałów nie podzielacie, że wy tak nisko się schylać nie będziecie i to Wy będziecie decydowały o swoim życiu a nie jakiś pieprzony szowinistyczny samiec!
I gdy tylko macie okazję i zobaczycie, że samiec zwraca uwagę na inną, to tej innej nogę podłożycie, w nerę kopniecie, zalejecie jej sukienkę kawą, ukradniecie kubraczek, pokażecie jaka ona głupia jednocześnie wskazując siebie jako lepiej ubraną, bardziej inteligentną i mądrzejszą. Nagle w oczach pojawia się nienawiść do samicy i uległość do samca.
I dlatego Wam tak źle kobitki, bo jedne z Was walczyć nie potrafią, a inne nie chcą. Bo się tak nie godzi…
I też mnientkie jesteście ale sobie to jako element kobiecości dopisujecie. Inna koleżanka napisała dzisiaj w liście:
„I teraz nasuwa mi się kolejne pytanie, czy aby taki cel - Men , to nie utopia? Bo właściwie tych mężczyzn garstka ,jak piszesz, a ja mam być wymagająca i tym tropem idąc, to, albo łut szczęścia mnie sięgnie ,albo miły spanielek obok , na tęsknoty i głody:). Faktem jest ,że pewnie w szafie nie chowasz gwardii mężczyzn , więc mi nie pomożesz:), kierując do mnie przesyłką priorytetową, kandydata ma się rozumieć:). Czy może lepiej , dla mnie, takich jak ja ,byłoby, funkcjonować w związku z "kapciem", bo tu role jasne:)?”
Drogie Panie – Baby muszą się bić o samców, bo tych samców zdecydowanie jest mniej niż Was, żyją krócej i SA coraz słabsi. Tak, na 100 kobiet przypada obecnie 106,5 faceta (tzw. wskaźnik feminizacji). W Warszawie już 113, w mazowieckiem 109 wynosi ten współczynnik. Dolnośląskie w miastach 111. A w pomorskim 109 dla przykładu. Tylko na wsi więcej chłopa jest niż kobiet, to dlatego tam się chłopy żrą o baby! Bo też spora ich grupa walczy o samce w miastach z innymi babami. Kolejne wnioski z tego jakieś wypływają?
Otóż w miastach baby ze wsi nie mają co liczyć na konkurowanie z miejscowymi, obytymi, mającymi lepszy start w konkury o faceta. Dlatego mając mniejsze szanse wyjściowe, są bardziej agresywne i dają z siebie wszystko. Tak, tak drogie Panie – walą mocniej, w czułe miejsca, wykorzystują swoje kobiece walory na maksa i są odważniejsze, bo bardziej zdeterminowane. Ponieważ samice generalnie są ambitne, to dziewczyny z małych miasteczek, wsi są bardziej ambitniejsze. Uczą się pilniej, szybciej awansują, są lepiej sytuowane i dbają o siebie bardziej. Bo do walki o samca przykładają większą wagę niż miastowe. Wiedzą, że dorodny samiec, najlepszy samiec alfa to dla niej prestiż na wsi, lepszy los jej i dzieci i dodatkowo gwarancja dostatniego życia.
Dlatego nie ma solidarności jajników, bo wystarczy, że w pobliżu jajników pojawi się plemnik, to jajniki zaczynają się gryźć i kopać!
U samców jest zupełnie inaczej. Ale o tym teraz pisać nie będę.
Nie oburzać mi się proszę tylko, że ja tak dosadnie i bez ceregieli. Otóż tak jest. Wydrapujecie sobie oczy, szarpiecie sobie odzież i gardła, podsrywacie się, bluźnicie i obgadujecie, wbijacie sobie noże w plecy byleby tylko wygrać i pokonać rywalkę. Bo każda z Was – niezależnie od statusu materialnego i urody oraz wykształcenia wie, że druga baba to rywalka.
My samce mamy zupełnie inaczej. Jak nie ta, to inna.
Zapoczątkowałem dyskusję. Zobaczymy teraz co Wy napiszecie. Ja wkrótce napiszę co zrobić, by odnaleźć tego prawdziwego samca i jak go odróżnić od tłumu podróbek, bo faceci wiedzą o tej Waszej przypadłości i doskonale to dla siebie i swoich przyjemności wykorzystują.
Dobranoc. Komentuj(0)
godz: 19:16 data: 2012.01.4 „Mnientki facet” – czyli o strategii na zdechlaka…
Coraz częściej dostaję listy, w których Panie piszą, jak to ich serce zostało podbite przez faceta, który był taki biedny i poraniony przez los. Kiedy do mnie napisała moja dobra Przyjaciółka, opisując mi, jak do jej serducha chciał się zbliżyć żonaty znajomy kolega, który wyżalał się jej jakie ma strasznie ciężkie życie ze swoją byłą, z którą aktualnie z związku małżeńskim pozostaje, wziąłem sobie temat na tapetę a plon mych przemyśleń pragną Wam tu pozostawić.
Otóż nim temat będę kontynuował zamienię się w Michała… Sumińskiego i zaproszę Was na wycieczkę do świata zwierząt. Wyprostujcie Panie swoje nóżęta, Panowie usadźcie swoje pupy wygodnie i zanurzcie się ze mną w przedziwny świat drapieżników.
Udawanie jest w przyrodzie dość rzadkie, ale się opłaca. Przestraszony wąż z gatunku Heterodon platirhinos (kurna, czemu naukowcy tak te zwierzęta skomplikowanie nazywają?!) zwija się w spiralę, przewraca do góry brzuchem, wiotczeje i zastyga z otwartą paszczą. Czasami z pyska sączy się kilka kropel krwi, innym razem gad wypróżnia się, rozsiewając niemiły zapach zdechlaka. Gdy tylko drapieżnik przestaje patrzeć na węża, ten szybko wraca do życia. W sztuce tej biegłe są nawet dwutygodniowe gadzie oseski - twierdzi badacz tego dziwnego zachowania Gordon Burghardt z University of Tennessee. Pozwolę sobie tutaj zacytować fragment z artykułu z Tygodnika WPROST (11/2007 – autor Ewa Nieckuła).
„Żywa padlina Niektóre gatunki zwierząt po odwróceniu na grzbiet zamierają. Zachowują się tak na przykład rekiny. Nawet tak krwiożercza bestia jak żarłacz tygrysi traci rezon, gdy znajdzie się brzuchem do góry. W taki sposób unieruchamia się tego drapieżnika, aby założyć mu nadajnik, by przez kilka miesięcy śledzić jego wędrówkę w oceanie. Japoński naukowiec Takahisa Miyatake z Okayama University odkrył, że jeśli chrząszcze z gatunku Cylas formicarius są głodne, mniej wytrwałe leżą nieruchomo na grzebiecie. …Udawanie martwego ma sens. Drapienik zwykle traci zainteresowanie nie poruszającą się ofiarą. Dla innych celów stosują tę samą sztuczkę słodkowodne ryby pielgnice z gatunku Parachromis friedrichsthalii. Żadna zdechła ryba nie leży długo nie zauważona. Parachromis cierpliwie czeka na pierwszych amatorów świeżej padliny, po czym sama ich pożera.” Zacytowałem powyższe by przypomnieć w szczególności Paniom, że faceci to z natury myśliwi, czyli drapieżniki. My to polowanie wszelkimi dostępnymi metodami mamy we krwi. Udajemy jak z nut. Naprawdę nie na darmo największymi aktorami są… w większości Panowie. Chociaż Panie też udają a czasami nawet lepiej od nas. Są takie – co nawet udają, że mają orgazm. Ale wracam do tematu…
Odwracając teraz kota ogonem chciałbym tu zapytać Was drogie Panie, czy wchodząc do sklepu wolicie kupować u kogoś, kto ma kiepski towar i jeszcze Was odstrasza od zakupów? Czy wolicie jednak zainteresować się towarem najlepszym, dobrze prezentowanym i dodatkowo dobrze się sprzedającym i zachwalanym? Wydaje mi się, że każda zdrowa kobieta byłaby zainteresowana właśnie tym drugim towarem, niż tym pierwszym, który aż odpycha nas od zainteresowania się chociażby. A jak jest w życiu? Jest spora grupa Pań, która daje się nabrać na takie właśnie zdechlaki, które kuszą mirażem, no właśnie czego? Jeszcze na chwilę cofnę się w świat zwierząt, by opisać inny przypadek. Istnieje taki sobie pajączek, zwany darownikiem. Pajączek ten, wzorem innych pająków by zachęcić samiczkę do kopulacji, daje jej podarek. Takie puszczalskie Panie pajączki, za prezent idą i dają się wykopulować darczyńcy. Jednak zauważono, że niektóre darowniki dają samiczkom buble.
Naukowcy zaczęli badać jaki jest sukces rozrodczy samców stosujących różne taktyki zalotów. Obserwowanym w laboratorium samcom podsuwali potencjalny podarek dla samic - muchę albo obiekt dla pająka bezwartościowy, np. kulkę bawełny, kawałek suchej rośliny czy pusty owadzi pancerzyk. Wszystkie potencjalne "prezenty" były mniej więcej tej samej wielkości, aby samice nie mogły bez rozpakowania poznać, co kryje w sobie kokon. Niektóre samce nie dostały nic.
Kiedy doszło do spotkania, okazało się, że samce, które miały dla samic upominki jadalne, kopulowały częściej i dłużej, niż pająki zalecające się "z pustymi odnóżami". Jednocześnie darowniki, które przychodziły kopulować przynosząc swoim wybrankom buble, były dopuszczane na krócej, niż kiedy samice mogły się prezentem uraczyć. Innymi słowy, kiedy samice rozpakowały prezent i okazało się, że to bubel, wywalały samca na zbitą skorupę. Nasze ludzkie samice, gdy przygarną takiego gościa z bublem nie wyrzucają go na zbity pysk, tylko się zastanawiają, co z takim fantem zrobić.
Co więc różni nasze Pajęczareczki od Naszych Pań? Otóż nasze Samce-drapieżniki są inteligentniejsze. Otóż przyjmują inną bardziej przebiegłą strategię polowań.
Już ją opisuję. Taki Pan prezentuje się zwykle jak kogut z nastroszonym pióropuszem, ale poranioną dupą. Siedzi sobie taki np. w towarzystwie, może przy barze i wabi. Zasmucony taki, sączy samotnie drinkasa, może nawet trzyma twarz w dłoniach swych i ma taki smutek w oczach. Niewiasta, która da się na to nabrać przysiądzie się, może wypyta znajomych („Ach, któż to ten smutny Pan”), albo sama odważnie zapyta („A czemuż to Pan tu tak smutny sam sączy drinka?”) i wtedy zostaniecie uraczeni bajką, z której wynika, że Pan właśnie cierpi poraniony, w samotności, odrzucenia, bo ta „kobieta” czy „kobiety” albo „los” tak okrutnie się z nim obchodził. Cokolwiek facet opowie, sprowadza się do tego, by w kobiecie poruszyć te macierzyńskie odruchy, które karzą im się nad przejechanym przez samochód kogucikiem, pieskiem, kotkiem zatrzymać, pochylić się, życie mu ratować, do „memłona” przytulić i się nad losem takowego zlitować. I wpada w otwartą paszczę tego, który takową zwykle najpierw wykorzysta a potem porzuci, lub wykorzysta wielokrotnie, dla swojego li tylko zadowolenia.
Moja koleżanka, dowiedziała się wkrótce, że z rozwodu nici, że Pan nie porzuci żony, ale mimo jej wściekłości, że zostawił ją (koleżankę oczywiście) samą w Święta, i spędził ten czas z tą okropną, „niekochającą go, wyrodną i nie do życia” żoną, to nie czuł żadnej krępacji, by w kolejny weekend zapowiedzieć się koleżance, że wpadnie do niej „naprawić kran”.
Technika drapieżników, na udawanie trupa, lub zdechlaka, poszarpanego przez innego drapieżnika, jest nad wyraz skuteczna w świecie ludzi. Mnie to oczywiście zastanawia, że często atrakcyjne, zadbane, niegłupie babeczki wciąż się na to nabierają. Ciągle się zastanawiam czemu?
Stąd moje pytanie czemu kobieta woli wdeptując przy okazji w jakieś g…. kupować pepegi na rozpadającym się straganie z podróbkami chińskich producentów, zamiast wejść do salonu, gdzie za tylko ciut większe pieniądze kupić sobie jakieś wypasione, eleganckie trzewiki z gwarancją na rok?! Powiem Wam, że głupota jako tłumaczenie już do mnie nie trafia. Bardziej myślę, że kobiety stają się ofiarą swoich własnych instynktów (w przypadku Panów trafiających na Panie-Drapieżniki, to kwestia ojcowskich instynktów też – by nie było, że się Was tylko czepiam).
Wy tak bardzo lubicie się użalać nad innymi, litować, być takimi Matkami Teresami z Kociej Wólki, które jak widzą taką biedotę, to się im serce kroi (i pupa). O tak pochylić się nad biedactwem, dać mu przytulić się do piersi gorących i falujących, pocieszyć, że taka wredna suka z drugą mu zniszczyły życie, och… ach…ech! Gdzieś instynkt każący pochylić się nad porzuconym pieskiem, pisklaczkiem sprawia, że tracicie ostrożność i wierzycie, że dokonacie cudu uleczenia gościa, który powinien w takim momencie zaliczyć z Waszej strony porządnego kopa w nerę a nie przytulenia. No bo co to za dupa wołowa, która dała się innej babie skrzywdzić? Co to za samiec, który zamiast zagryźć wargi do boju, to się samicy wyżala? Co to w ogóle za przypadek, by jedna baba słuchała, jak facet opowiada jej, że inna baba, albo baby (wliczając siostrę, koleżanki, teściową też) doprowadziły go do stanu upojenia i rozpaczy? No czy warto się w ogóle nad takim gównem pochylać?!
No dla niektórych warto. A potem dyndają takiej bestii z pyska i łkają, co mają począć, bo nie wiedzą, czy dać takiemu kopa czy samej tylko dać dyla.
Ja wtedy mówię – Kobieto, spierniczaj. Nie kombinuj, tylko dawaj nogę. Bo gdybyś była cwana, to byś takiego wykorzystała i za drzwi wystawiła. A Ty się zastanawiasz jeszcze? A nad czym? Dupę chciał? Chciał i dostał. Ma to coś mu chciała dać? Ma i co, zadowolony? Tak – no to co, chcesz dawać jeszcze, czy coś wreszcie wziąć dla siebie?
Moja inna koleżanka w bliźniaczej sytuacji była cwana. Naciągnęła gościa na chałupę, by na nią zapisał, a potem wymieniła zamki i kazała mu spadać. Panowie – nie oburzać się tu proszę, bo ja o cwaniakach piszę a nie o naiwniakach!
Więc idiota kupił chałupę za lewe pieniądze na swoją nielegalną ukochaną (moją koleżankę) a jak już miała papiery zadała pytanie: „Rozwodzisz się?” – a on odpowiedział – „Jeszcze nie!”. No i tyle i ją i mieszkanie widział.
Która z tych, co w paszczy drapieżnika – cwaniaka dynda jest gotowa tak zrobić? To niech to zrobi, bo ja naprawdę już przysłowiowej nerwicy dostaję, jak kolejna moja Kumpela w kulki zostaje zrobiona metodą na zdechlaka.
Są jeszcze jakieś pytania?!
GLOSATOR Komentuj(0)
godz: 22:03 data: 2012.01.1 O tym, co nas może czekać, czyli pożegnanie Starego i przywitanie Nowego Roku...
Kochani, wiem, zaniedbuję Was ostatnio, ale powiem Wam, że naprawdę trudno walczyć o życie, pracować, zajmować się rodziną i wykrzesać jeszcze czas, by odpowiedzieć na listy i tu coś napisać. Moja Ukochana Żona dała mi chwilę bym mógł coś napisać, więc mając chwilę dla siebie i jednym okiem doglądając gotującej się fasoli, nadrabiam zaległości. Wciąż żyję, zamierzam jeszcze pożyć, więc na razie nie mam zamiaru opisywać tego co przechodzę, bo to nie jest miłe. Ale kiedy podsumowywałem sobie ten mijający rok 2011 pomyślałem o tym co nas będzie czekało w przyszłym roku 2012. Oczywiście większość z ludzi myśli o dacie zamykającej kalendarz Majów, dzięki której spora liczba ludzi myśli, iż 12 grudnia 2012 roku nadejdzie koniec świata. Ja się zastanawiałem, czemu nie nadszedł 11.11.2011 roku, bo data mi się lepiej optycznie wpasowuje w suspens, ale pomyślałem, że pewnie Majowie z perspektywy 3 tysięcy lat mogli wiedzieć jednak więcej.
Jako katolik niesforny, generalnie mam te wszystkie oczekiwania i wróżby gdzieś, bo Ktoś, w kogo głęboko wierzę powiedział, że człowiek nie zna ani dnia ani godziny. Jeśli nikt nie zna, to i Majowie tego nie znali tym bardziej, że Chrystus przyszedł na ziemię w tym samym mniej więcej czasie i jako Najwyższy w ciele Człowieka mógł powiedzieć, jak będzie, ale z jakiegoś powodu powiedział, że nikt nie dowie się, kiedy ten świat się skończy. Naukowcy wskazują datę końca naszego świata, za jakieś 5 miliardów lat, czyli na datę, kiedy nasze Słońca stanie się czerwonym olbrzymem, rozpali się i powiększy i wchłonie nas jak gąbka robiąc z nas parę a z Ziemi krążący w kosmosie rozpalony węgielek. Zgodnie z biologami, ludzkość prawdopodobnie wyginie wcześniej, bo pomimo starań, ciężko jest zapłodnić ludzkie jajo bez plemnika. A mężczyźni nam marnieją, czyli innymi słowy, strzelają coraz częściej ślepakami. Niezdrowe życie, zatrucie środowiska, oraz wiele chorób sprawiają, że coraz częściej za niepłodność w związku odpowiadają Panowie i ich niezdolne do zapłodnienia plemniki. Według szacunków, jeśli nie poradzimy sobie z tym problemem, ludzkość wymrze za jakieś circa about 500 lat. Chyba, że dopracujemy partogenezę albo lepiej uda nam się zbierać, namnażać lub przechowywać wcześniej zmagazynowaną zdrową spermę. No to może pożyjemy jakieś 500 lat dłużej. Już dzisiaj wiadomości nie są dobre, jakieś 25% panów, nie będzie miało w ogóle dzieci.
Owszem technika i nauka się rozwija, co roku mamy nowe odkrycia. W tym roku odkryliśmy Nową Ziemię, a dokładnie planetę, na której może rozwijać się życie. Jednak znajduje się ona jakieś 600 lat świetlnych (dla niewtajemniczonych, to jak lecieć z prędkością światła 600 lat) od Ziemi. Dzisiaj jedyny pojazd, który odleciał najdalej od ziemi to sondy Voyager (dawniej Mariner). W 1977 roku wysłano najpierw sondę Voyager (Mariner) 1 potem 2. Miały zbadać Jowisza, Saturna i ich pierścienie. Czyli jak nie patrzeć, lecą już 34 lata. Dnia 25 sierpnia 1989 roku Voyager 2 doleciał do Neptuna i rozpoczął podróż na zewnątrz Układu Słonecznego. Voyager 1 każdego roku oddala się od Słońca o około 3,6 AU. AU to jednostka astronomiczna opisująca odległość. Nasze kilometry tam się do niczego nie nadają. A więc 1 rok świetlny = 63.241 AU (1 AU to średnia odległość Ziemi od Słońca czyli jakieś 149.597.871 km – rozumiecie teraz, czemu kilometry nie mają większego znaczenia). Jeśli dla przykładu światło z Księżyca dociera do nas po 1,3 sekundzie, zaś z Plutona po ok. 5,5 godzinach, to lot na tę nową ziemię trwałby 600 lat świetlnych, gdzie w tym czasie pionierski statek kosmiczny musiałby pokonać odległość... No? No? Jeśli 1 rok świetlny = 63.241 AU a nasz kochany Voyager od 1977 do 2011 roku pokonał odległość niecałych 4 EU a teraz oddala się z prędkością około 3,6 AU na rok (to najszybciej poruszający obiekt zbudowany przez człowieka), to gdyby leciał z tą samą prędkością co teraz, to do nowej Ziemi doleciałby za około 37 944 603 lat. Ja mam nadzieję, że w końcu wymyślą pomysł na szybsze loty w kosmosie, bo w tym tempie to z Ziemi nie ruszymy się nigdzie. Z drugiej strony... w ubiegłym roku otwarto puszkę wołowiny, stanowiącą żelazną rezerwę armii stanów zjednoczonych z okresu II wojny światowej i okazało się, że była zjadliwa. Ok., jeśli udało się ludziom zakonserwować kawał mięsa na 73 lata, to ewentualnie nasze zapasy na Statku międzygwiezdnym pozwoliłyby nam żyć przynajmniej do granicy heliosfery (granica naszego układu słonecznego). Na razie Moi Drodzy możemy sobie wybić podróże międzygwiezdne z głowy, tym bardziej, że człowiek ledwo doleciał do Księżyca, i do dzisiaj ponownie wybrać się nie może, a data pierwszego lądowania na Marsie została przesunięta z 2036 roku na później. Może jeszcze dożyję to tego czasu, a jak nie, obejrzę sobie to z nieba.
Czemu o tym piszę mówiąc o najbliższej przeszłości? Bo dobrze jest się skupić na naszej kochanej Ziemi, którą targają kataklizmy, ocieplenie, talibowie, i paru wypasionych facetów, którzy spekulują cenami surowców, obligacjami, derywatami i generalnie bawią się miliardami, by tych miliardów mieć więcej i dla nich Ty, ja, nasze rodziny, znajomi i Pani Gienia nie znaczą dokładnie nic. Nic a nic. Okazuje się, że w naszym kraju ludzie zgromadzili 3 nasze roczne budżety na kontach w bankach, funduszach ubezpieczeniowych i innych funduszach inwestycyjnych. Sami przedsiębiorcy zachomikowali około 250 miliardów złotych (to roczny budżet RP). A ciągle słyszycie o kryzysie, który 90% ludzi wystraszył, a 10 % ludzi zastanawia się, co w tym nowym roku będzie i czy dadzą sobie radę, gdyby coś poszło nie tak.
Podobno jakieś 5% ludzi w ogóle nie martwi przyszłość. Ja należałem do tej grupy, dlatego dzień, w którym dowiedziałem się, że mam raka z przerzutami, zmienił mi perspektywę i punkt widzenia. Ja odkryłem, że te 5% nie przewiduje najgorszego i żyje w błogiej świadomości, że im się mimo wszystko uda. Czyli czy z tego powodu, iż skazani jesteśmy na życie na naszej Ziemi, gdzie nie jest wesoło a może być jeszcze gorzej, jak nam na łeb spadnie jakieś kosmiczne g...., z powodu paru facetów, którym ubzdurało się, że jak wybiją maksymalnie wielu białych ludzi, to w niebie będzie na nich czekała cała masa hurys, jak nam stopnieją lodowce, poziom wód się podniesie a deszcze nas zaleją, a paru idiotów nie rozumiejąc, że zgromadzili już tyle kasy, że jej nie przejedzą nawet 10 pokolenia ich spadkobierców, za to wyją już całe kontynenty, bo kurna harują a tu ciągle jest gorzej, czy to wszystko ma nas pozbawić optymizmu?
Otóż, jako człowiek z rakiem, łysą obecnie pałą, w przeddzień kolejnej chemii, po doświadczeniach wielu lat samotności, nieudanych spotkań z kobietami, zawiedzionych miłości i poczucia totalnego odrzucenia, a dzisiaj szczęśliwy małżonek i ojciec, mogę Wam z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że optymizm jest jak najbardziej na miejscu. Tak, przyszłość, nawet, jeśli czeka nas nie lekka, to jednak by ją przeżyć, trzeba w niej widzieć te jaśniejsze, lepsze jego strony i nigdy nie tracić uśmiechu na twarzy.
Lepsze życie będą mieli tylko Ci, którzy widzą w każdej sytuacji jakieś dobro, jakieś wyjście z sytuacji, które mają w sobie optymizm i wszystkiemu, co złe, śmieją się patrząc często przeciwnościom prosto w oczy i szczerząc do niech zęby.
Każdy, kto kuli się w sobie, wpatruje się w te lecące w jego kierunku meteory, czy w walących na niego z obłędem w oczach Talibów, czy siedząc z kalkulatorem w dłoniach nad aktualnymi notowaniami kursu franka szwajcarskiego czy euro - zawęża sobie perspektywę. Świat i wszystko co Cię otacza, staje się mniejszy, ograniczony Twoim strachem i nawet jeśli masz 10 wyjść z sytuacji, nie dostrzeżesz ich. To strach, lęk, te wąskie patrzenie w przyszłość odejmuje Ci szans na przeżycie.
Większość osób tu trafiających przychodzi z jakimś trawionym głęboko w sobie bólem, cierpieniem lub innym rodzajem utrapienia. Nie trafiają tu oczywiście osoby, przejmujące się tym, że do rejonu gwiezdnego Magellana jest aż 600 lat świetlnych, że po świecie krąży paru porąbanych arabów, którym się parę rzeczy pomieszało albo, że cena Alpagi marki Wino w GS-ie wzrosła z 9,99 do 11,15 zł. Zdecydowanie większość z Was gnębią trudne dla Was pytania, które nie dają Wam spokoju. Panie nie rozumieją facetów, a jak nie rozumieją, chcą albo się na nich mścić, albo dowiedzieć się, jak ich uwieść czy przy sobie utrzymać. Wiele z Was chce sobie radzić z mężczyznami, którzy zupełnie do Was nie pasują. Chcecie im matkować, chronić, dawać im miłość, opiekować się, pocieszyć nie zdając sobie zupełnie sprawy, że większość z nich chce wyłącznie wsunąć się między Wasze uda i... zapomnieć. Tworzycie Drogie Panie złożone figury stylistyczno – emocjonalne, które mają wykazać, że Wasze dobre intencje nie są rozumiane przez facetów, za to Wy nie rozumiecie zupełnie tego, czego oni oczekują od Was. Sporo z Was nie wierzy, że chodzi im tylko o dupę. O ugotowany obiadek, wyprane gacie i święty spokój. A najszczęśliwsi są, jak mają taki seks grupowy – Dzisiaj Ziuta, jutro Ilona, piwo z Gieniem, w weekend żona. Tłumaczenie na moim blogu po tysiąckroć – iż facetowi niewiele potrzeba, by był szczęśliwy, ale to co mu do szczęścia jest potrzebne w żaden sposób nie jest w zainteresowaniu górnych partii piramidy potrzeb statystycznej kobiety – zaczyna być naprawdę męczące. Ale ja się nie poddaję. Nie jest ze mną tak łatwo.
Będę Wam tu będącym Paniom ciągle to samo powtarzał – przestańcie czytać między wierszami tam gdzie facet z natury niewiele różniący się od pantofelka (różni się li tylko tym, że jego połączenie zwojów mózgowych z jajami jest zdecydowanie krótsze, przez co pantofelek ma lepszy refleks) wali Wam szczerze kawę na ławę. Przestańcie się zastanawiać, co on miał na myśli, kiedy nie wysyła Wam smsa przez tydzień, zapada się na miesiąc, albo mówi Wam, że nie zakocha się w Was, albo byście się w nim nie zakochiwały. Jak znika, nie pisze, to znaczy, że miał 120 powodów ważniejszych od Was. Jasne? Kiedy powiedział Ci, żebyś się durna w nim nie zakochiwała, to czytaj to uważnie z jego ust – bo to brzmi na nasze dokładnie tak: „Nic z tego nie będzie poza bzykankiem”. Jasne? Kiedy raz dla Was jest miły a innym razem ma Was gdzieś, to oznacza, że ma Was gdzieś! Miły jest tylko wtedy, kiedy chce się z Wami bzyknąć (albo zjeść u Was obiad albo obejrzeć spokojnie mecz, bo w dumu żona w tym czasie ogląda „M-jak Miłość”). Kiedy Wam opowiada ciągle o innej – myśli o niej i jej pragnie a Was traktuje jak pisuar, gdzie musi wylać swoje żale. Jeśli Cię bije, to nie kocha. Jak Cię zdradza, to też Cię nie kocha. Jeśli nie zadzwoni, że się spóźni – nie szanuje Cię. Jeśli potem nie przeprosi za to, a jeszcze będzie zdziwiony, że się wściekasz, to zrozum, on ma Ciebie jeszcze głębiej gdzieś. Jeśli Ty kobieto patrzysz i dziwisz się, że on nocuje u swojej przyjaciółki, która właśnie „została rzucona przez jej chłopaka” – to on ją w nocy po prostu bzykał. Jeśli wraca do swojej byłej, a potem ponownie wraca do Ciebie i prosi byś mu wybaczyła, walnij go w pysk i nie marnuj czasu na gościa. Mam wymieniać dalej? Kiedy kupujesz mu wszystko a on Ci tylko osusza lodówkę i nie daje Ci nic z siebie – wyrzuć darmozjada i nie pytaj mnie, czemu on jest taki. Kiedy dzisiaj jest miły a jutro Cię leje po pysku – pamiętaj, że kto kocha, ten nie bije. A jak nie wiedziałaś tego, to właśnie teraz się tego dowiedziałaś. Jeśli, jeśli, jeśli.... Udzieliłem już chyba większości odpowiedzi dla Pań no może poza jedną: męskie sieroty, poranione przez kobietę samcze płody, nieszczęśliwi i czekający na pocieszenie faceci – nie czekają na pocieszenie. To najprostsza metoda przywołania ofiary, by ją zdybać, wykorzystać, wyssać i na końcu pozostawić ją jej losowi. Zbliższysz się do takiego czegoś, ubrudzisz się, zalejesz potem się łzami, przyjdziesz potem z pytaniem tutaj a ja Ci powiem to samo wciąż: to metoda polowania na ofiarę, uczą tego synków ich mamusie, które tulą do siebie synków, którzy po zrobieniu czegoś złego, usłyszeniu, że dostaną klapsa, czy jakąś karę (i nawet ją dostaną) zalewają się łzami a mamusie ich wtedy tulą jakby nigdy nic. Tak tresują rasowych facetów, którzy potem budzą w samicach od 15 do 99 roku życia ten gubiący Was odruch instynktu macierzyńskiego. Kto by się nie zlitował nad poranionym zwierzątkiem pozostawionym na pastwę losu? No, kto? No nie Ty - kobieta z sercem? Prawda? Sobie byś nie wybaczyła. A co tam, że potem Ci wepchnie rękę pod kieckę, a co tam, że wyczyści Ci portfel, pomieszka u Ciebie, zniszczy Ci połowę chaty, Ciebie, pokłóci Cię z najlepszą Przyjaciółką (a później ją przeleci) a drugą połowę zamieni w chlew. Na końcu zawyjesz, bo pójdzie do następnej i ją też wydyma – o czym nie będziesz wiedziała, chyba, że będziesz wyjątkowo wścibska. Jak przyjdziesz potem tutaj, powiem Ci to samo – Panuj nad instynktem macierzyńskim, a facetów jęczących na byłe, kwiczących niby poranionych, skrzywdzonych przez inne i przez to „nastawionych negatywnie do wszystkich kobiet” (czyli także do Ciebie) – omijaj z daleka.
Są jeszcze jakieś pytania Drogie Panie?
A Wy Panowie czegoś jeszcze nie wiecie?
Żadne Wasze niepowodzenie z kobietami niczego Was nie nauczyły? Lenie jesteście. Wolicie się użalać, pisać poezję, słuchać Cohena albo Stachurskiego, pieprzyć górnolotno-romantyczne głodne kawałki, latać pod chmurami i myśleć o tej wymarzonej , idealnej a przez to nieistniejącej kobiecie? Nie ruszycie palcem w bucie, nie weźmiecie się za siebie, nie zaczniecie dbać o swoje wnętrze, tylko z linijką, czekając na poranny wzwód mierzycie sobie wielkość waszego członka wierząc, że im większy, to tym bardziej u kobiet macie szansę. I nie rusza Was tekst, że nie wielkość, się liczy, ale grubość a de facto nawet grubość nie jest zasadnicza, tylko, to, co dzieje się między jednym orgazmem a drugim! „Najseksowniejszym organem mężczyzny jest jego mózg” - powtarzam to tutaj prawie w każdym moim tekście. Możesz być biedny, możesz być szpetny, ale jak siądziesz koło kobiety, zaczniesz do niej mądrze mówić, zaczniesz jej słuchać i pamiętać, co mówi, jeśli po prostu potraktujesz ją jak partnera godnego Ciebie, jak człowieka a nie mutanta z móżdżkiem takim tycim tycim - każda będzie Twoja. Zostaw plastiki lecące na facetów z wielkimi portfelami i drogimi samochodami. Nie gniewajcie się faceci z kasą, ale im więcej macie i to pokazujecie, na tym gorszy sort bab trafiacie, bo mądra na Was nawet nie spojrzy. Może plastiki wyglądają jak wycięte z żurnala, ale wydymają Was z kasy, a do ich słodkości Wy będziecie ostatni w kolejce. Mam takiego kolegę, prezesa – facet jest dużo, dużo starszy ode mnie (i o wiele bogatszy), a do tego ufarbował sobie i włosy i wąsy i dba o sylwetkę, (a jakże, chociaż już niektóre części organów ma wycięte, bo nadawały się wyłącznie do wycięcia), chociaż nie widzi, że starość go dopadła (albo się nie przyznaje, że widzi) karykaturalnie się odkładnia uciekając od starości. Ma jednak piękną 26 letnią żonę, którą się wszystkim chwali. I nie widzi niczego, ani tego, że jest karykaturą faceta, ani tego, że kupił miłość. Zresztą dziewczyna jeszcze chwilę poczeka a Prezes będzie miał prawdziwe łzy na własnym pogrzebie. Jeśli chodzi o łzy żony, będą to łzy szczęścia. Można i tak? A można – tylko czy to jest to Wasze Panowie marzenie i oczekiwanie? Ty, jeśli chcesz mieć dobry związek patrz kobiecie w oczy, ale najpierw zadbaj o swoje wnętrze, mózg i psyche. Wylecz się z poprzednich nieudanych związków zaczynając od tego, że popracujesz nad tym by zrozumieć, czemu Ci się z tymi kobietami nie udało. Nie chce mi się ciągle powtarzać, że nie możesz kobiety traktować, jako głupszej, gorszej od siebie. Nie chce mi się po raz kolejny Ci pisać, żebyś nie robił kobiecie tego, czego sam byś nie chciał doświadczyć. Nie chce mi się jak mantrę powtarzać, że kobiety głupie istnieją (tak jak i cała masa imbecylów płci męskiej), i to nie tylko te występujące w dowcipach o blondynkach! Ale do nich nie zaliczaj wszystkich. Bo jest spora grupa takich, które są wyłącznie nieuświadomionymi albo naiwnymi i lepiej, byś był tym, który im coś uświadomi, niż takim, który je z tego powodu skrzywdzi lub wykorzysta. Może niektóre z nich Cię znienawidzą za to tak jak mnie, gdy uświadomisz im zbyt wiele, może niektóre Cię odrzucą, ale na końcu zawsze będziesz mógł spojrzeć sobie w twarz ze spokojnym sumieniem.
Kiedy już tu zmądrzejesz, popatrz na siebie, w swoje wnętrze (a nie wnętrze portfela czy samochodu). I zacznij poznawać siebie, granice swoich możliwości, wytrzymałości, odkryj w sobie miejsca, które pozwalają Ci się wyciszyć. Mężniej. Zacznij panować nad czasem, byś miał zawsze chwilę na zastanowienie przed podjęciem decyzji. Nauczy się myśleć, podejmować decyzje, brać za nie odpowiedzialność, nie bojąc się konsekwencji i płacąc za nie pełną cenę. Nie ma obecnie wojen światowych, gdzie chłopcy stawali się mężczyznami. Ale masz codziennie swoje bitwy, potyczki, w których możesz wykazać się męskością i dojrzałością. Naucz się, co to znaczy być słownym, punktualnym, honorowym, co to znaczy być sobą w każdych okolicznościach. Odkryj radość własnego zdania innego niż zdanie ogółu, naucz się tego zdania bronić. Zacznij czerpać radość i budować swoją dumę, idąc pod prąd a nie płynąc z prądem jak jakieś g.....! Poczuj przyjemność z pokonywania przeciwności, z ponoszenia odpowiedzialności a nie uciekania przed nimi. Odkryj, że godziny na siłowni nie spowodują, że dojrzewasz. Dopiero pokonywanie własnych słabości, granic wytrzymałości, dokonywanie tego, co wydaje się niemożliwe, wybieranie nie tego, co fajne i miłe, ale tego, co szlachetne, dobre i właściwe jest tym, co czyni Cię mężczyzną.
W międzyczasie musisz pokochać swoje wady, musisz zaakceptować siebie, musisz zrozumieć, że nie będziesz bogiem, a jeśli Ci się wydaje, że jesteś, to jesteś tylko dobrze opakowanym gównem. Polub siebie takim, jakim jesteś, a jeśli chcesz coś w sobie poprawić, zrób to, ale nic na siłę i zrób to wyłącznie dla siebie. Czytaj, pokochaj tych, co mądrze mówią i piszą. Rozwijaj się, ubogacaj, odkryj świat duchowy w Tobie. Potem stań nad pięknym morzem, albo na szczycie góry, pod nocnym niebem i dostrzegając wielkość wszechświata odkryj, że chodź jesteś tak naprawdę nikim, pyłkiem, drobnym atomikiem na powierzchni planety, o której nikt poza nami nic nie wie – zrozum, że możesz dokonać rzeczy wielkich. Że możesz komuś sprawić, że będzie z Tobą szczęśliwy. Że ktoś odkryje dzięki Tobie, co znaczy dobry dotyk, miłość, radość. Że może któregoś dnia, usłyszysz: „Kocham Cię mój tato”. Że dla kogoś będziesz całym Wszechświatem, a ktoś bardzo Cię kochając, będzie miał łzy szczęścia widząc Cię takim, jakim jesteś. I będzie dziękował Bogu, że jesteś....
Widzisz, ja kiedyś byłem taki jak Ty. I gdyby ktoś mi powiedział, że za ileś tam lat, będę miał wszystko to, czego mi było wtedy brak, a nawet więcej, uśmiałbym się. A gdybym przez ten czas nie nauczył się tak wielu rzeczy, nie zrozumiał, nie dojrzał, nie zbudował w sobie potężnego wewnętrznego świata, to gdyby mi ktoś powiedział tak: „A gdy to wszystko, co straciłeś, odzyskasz, to 10 dni później, po ślubie i weselu, gdzie wszyscy Ci życzyli szczęścia i długiego po-życia dowiesz się, że masz w sobie złośliwego raka, którego będziesz musiał pokonać” – tym bardziej bym nie uwierzył. Odechciałoby mi się cokolwiek robić. Pewnie bym się zapił na śmierć, a może poświęciłbym tylko czas na zabawę i bezmyślność.
Ale z mojej prespektywy dzisiaj wiem, że było warto i zrobiłbym to co zrobiłem tylko, dlatego, iż wtedy, wiele lat temu już wiedziałem, to co napiszę Wam tutaj: Wszystko, co jest do osiągnięcia, do pokonania, do zdobycia możesz mieć, jeśli tego bardzo pragniesz. Wszystko. Nawet wbrew opinii innych. Trzeba tylko tego bardzo chcieć i do tego dążyć pomimo wszystko.
Dlatego mimo tego, że walczę teraz z śmiertelną chorobą, ja przesyłam Każdemu z Was ogromną energię, uśmiech i optymizm. Tydzień temu zdychałem z bólu, dzisiaj już o tym nie pamiętam. Za chwilę wpadną znajomi, napijemy się szampana, będziemy się śmiać i dobrze bawić. Można pokonać strach, można pokonać wszystko. Jeśli tego się bardzo pragnie.
Można znaleźć wspaniałą Żonę i Męża – jesteśmy tego żywym przykładem, ja i moja Żona. Można z totalnego dołu, tułając się latami po wynajmowanych mieszkaniach i pokojach, dorobić się ciężką pracą, zagryzając wargi, i majątku, wspólnego domu i perspektyw na przyszłość, które nie paraliżują nas strachem np. tym, „co dalej w kryzysie?”. Można nie mając nic, odzyskać wszystko, co Ci inni zabrali. Można się zakochać pomimo trudnej przeszłości. Można też rozbudować i pogłębić swoje wewnętrzne życie, co sprawi, że tak jak ja, będziemy zagadką dla medycyny. Można zapanować nad własnymi słabościami, można w bólu się uśmiechać, można żartować w obliczu śmierci i tej samej śmierci się nie bać. Można, kiedy jedni się o nas boją, mieć perspektywy i plany. Można wszystko, nawet śnić o tym jak umieramy by budzić się pełni optymizmu i radości pozytywnie myśląc o przyszłości. Bo może zawsze być gorzej, dlatego tak wiele radości trzeba czerpać z tego co się ma i nie wolno tracić uśmiechu i optymizmu na przyszłość! Nie wolno! Dlatego w tym Nowym Roku, ja i moja Ukochana Żona życzymy Wam wszystkim tego optymizmu, tej wewnętrznej siły, która daje kopa do pokonywania przeciwności. Posyłam jej Wam całą tonę, by starczyło na każdego po kilo z grubsza Życzę Wam, byście osiągali swoje cele, mieli i realizowali marzenia. Jeśli upadliście, byście powstawali. Jeśli powstajecie, byście zaczęli biec do przodu, jeśli słabniecie, byście znaleźli w sobie przeogromne pokłady mocy i by na to wszystko starczyło Wam zdrowia. A sobie poza zdrowiem oczywiście życzę, byście dali mi wiele do myślenia, byście zadawali mi trudniejsze pytania, a także, byście mnie prowokowali do częstszych wpisów, odpowiedzi i tekstów, bo naprawdę nie wiem, o czym ja mam jeszcze Wam napisać?
Szczęśliwego Nowego 2012 roku dla Was, Waszych bliskich i Waszych rodzin, kolegów i znajomych
Glosator i Mila.
PS: Wypijemy dzisiaj za Was lampkę szampana :-) Komentuj(0)
godz: 22:03 data: 2012.01.1 O tym, co nas może czekać, czyli pożegnanie Starego i przywitanie Nowego Roku...
Kochani, wiem, zaniedbuję Was ostatnio, ale powiem Wam, że naprawdę trudno walczyć o życie, pracować, zajmować się rodziną i wykrzesać jeszcze czas, by odpowiedzieć na listy i tu coś napisać. Moja Ukochana Żona dała mi chwilę bym mógł coś napisać, więc mając chwilę dla siebie i jednym okiem doglądając gotującej się fasoli, nadrabiam zaległości. Wciąż żyję, zamierzam jeszcze pożyć, więc na razie nie mam zamiaru opisywać tego co przechodzę, bo to nie jest miłe. Ale kiedy podsumowywałem sobie ten mijający rok 2011 pomyślałem o tym co nas będzie czekało w przyszłym roku 2012. Oczywiście większość z ludzi myśli o dacie zamykającej kalendarz Majów, dzięki której spora liczba ludzi myśli, iż 12 grudnia 2012 roku nadejdzie koniec świata. Ja się zastanawiałem, czemu nie nadszedł 11.11.2011 roku, bo data mi się lepiej optycznie wpasowuje w suspens, ale pomyślałem, że pewnie Majowie z perspektywy 3 tysięcy lat mogli wiedzieć jednak więcej.
Jako katolik niesforny, generalnie mam te wszystkie oczekiwania i wróżby gdzieś, bo Ktoś, w kogo głęboko wierzę powiedział, że człowiek nie zna ani dnia ani godziny. Jeśli nikt nie zna, to i Majowie tego nie znali tym bardziej, że Chrystus przyszedł na ziemię w tym samym mniej więcej czasie i jako Najwyższy w ciele Człowieka mógł powiedzieć, jak będzie, ale z jakiegoś powodu powiedział, że nikt nie dowie się, kiedy ten świat się skończy. Naukowcy wskazują datę końca naszego świata, za jakieś 5 miliardów lat, czyli na datę, kiedy nasze Słońca stanie się czerwonym olbrzymem, rozpali się i powiększy i wchłonie nas jak gąbka robiąc z nas parę a z Ziemi krążący w kosmosie rozpalony węgielek. Zgodnie z biologami, ludzkość prawdopodobnie wyginie wcześniej, bo pomimo starań, ciężko jest zapłodnić ludzkie jajo bez plemnika. A mężczyźni nam marnieją, czyli innymi słowy, strzelają coraz częściej ślepakami. Niezdrowe życie, zatrucie środowiska, oraz wiele chorób sprawiają, że coraz częściej za niepłodność w związku odpowiadają Panowie i ich niezdolne do zapłodnienia plemniki. Według szacunków, jeśli nie poradzimy sobie z tym problemem, ludzkość wymrze za jakieś circa about 500 lat. Chyba, że dopracujemy partogenezę albo lepiej uda nam się zbierać, namnażać lub przechowywać wcześniej zmagazynowaną zdrową spermę. No to może pożyjemy jakieś 500 lat dłużej. Już dzisiaj wiadomości nie są dobre, jakieś 25% panów, nie będzie miało w ogóle dzieci.
Owszem technika i nauka się rozwija, co roku mamy nowe odkrycia. W tym roku odkryliśmy Nową Ziemię, a dokładnie planetę, na której może rozwijać się życie. Jednak znajduje się ona jakieś 600 lat świetlnych (dla niewtajemniczonych, to jak lecieć z prędkością światła 600 lat) od Ziemi. Dzisiaj jedyny pojazd, który odleciał najdalej od ziemi to sondy Voyager (dawniej Mariner). W 1977 roku wysłano najpierw sondę Voyager (Mariner) 1 potem 2. Miały zbadać Jowisza, Saturna i ich pierścienie. Czyli jak nie patrzeć, lecą już 34 lata. Dnia 25 sierpnia 1989 roku Voyager 2 doleciał do Neptuna i rozpoczął podróż na zewnątrz Układu Słonecznego. Voyager 1 każdego roku oddala się od Słońca o około 3,6 AU. AU to jednostka astronomiczna opisująca odległość. Nasze kilometry tam się do niczego nie nadają. A więc 1 rok świetlny = 63.241 AU (1 AU to średnia odległość Ziemi od Słońca czyli jakieś 149.597.871 km – rozumiecie teraz, czemu kilometry nie mają większego znaczenia). Jeśli dla przykładu światło z Księżyca dociera do nas po 1,3 sekundzie, zaś z Plutona po ok. 5,5 godzinach, to lot na tę nową ziemię trwałby 600 lat świetlnych, gdzie w tym czasie pionierski statek kosmiczny musiałby pokonać odległość... No? No? Jeśli 1 rok świetlny = 63.241 AU a nasz kochany Voyager od 1977 do 2011 roku pokonał odległość niecałych 4 EU a teraz oddala się z prędkością około 3,6 AU na rok (to najszybciej poruszający obiekt zbudowany przez człowieka), to gdyby leciał z tą samą prędkością co teraz, to do nowej Ziemi doleciałby za około 37 944 603 lat. Ja mam nadzieję, że w końcu wymyślą pomysł na szybsze loty w kosmosie, bo w tym tempie to z Ziemi nie ruszymy się nigdzie. Z drugiej strony... w ubiegłym roku otwarto puszkę wołowiny, stanowiącą żelazną rezerwę armii stanów zjednoczonych z okresu II wojny światowej i okazało się, że była zjadliwa. Ok., jeśli udało się ludziom zakonserwować kawał mięsa na 73 lata, to ewentualnie nasze zapasy na Statku międzygwiezdnym pozwoliłyby nam żyć przynajmniej do granicy heliosfery (granica naszego układu słonecznego). Na razie Moi Drodzy możemy sobie wybić podróże międzygwiezdne z głowy, tym bardziej, że człowiek ledwo doleciał do Księżyca, i do dzisiaj ponownie wybrać się nie może, a data pierwszego lądowania na Marsie została przesunięta z 2036 roku na później. Może jeszcze dożyję to tego czasu, a jak nie, obejrzę sobie to z nieba.
Czemu o tym piszę mówiąc o najbliższej przeszłości? Bo dobrze jest się skupić na naszej kochanej Ziemi, którą targają kataklizmy, ocieplenie, talibowie, i paru wypasionych facetów, którzy spekulują cenami surowców, obligacjami, derywatami i generalnie bawią się miliardami, by tych miliardów mieć więcej i dla nich Ty, ja, nasze rodziny, znajomi i Pani Gienia nie znaczą dokładnie nic. Nic a nic. Okazuje się, że w naszym kraju ludzie zgromadzili 3 nasze roczne budżety na kontach w bankach, funduszach ubezpieczeniowych i innych funduszach inwestycyjnych. Sami przedsiębiorcy zachomikowali około 250 miliardów złotych (to roczny budżet RP). A ciągle słyszycie o kryzysie, który 90% ludzi wystraszył, a 10 % ludzi zastanawia się, co w tym nowym roku będzie i czy dadzą sobie radę, gdyby coś poszło nie tak.
Podobno jakieś 5% ludzi w ogóle nie martwi przyszłość. Ja należałem do tej grupy, dlatego dzień, w którym dowiedziałem się, że mam raka z przerzutami, zmienił mi perspektywę i punkt widzenia. Ja odkryłem, że te 5% nie przewiduje najgorszego i żyje w błogiej świadomości, że im się mimo wszystko uda. Czyli czy z tego powodu, iż skazani jesteśmy na życie na naszej Ziemi, gdzie nie jest wesoło a może być jeszcze gorzej, jak nam na łeb spadnie jakieś kosmiczne g...., z powodu paru facetów, którym ubzdurało się, że jak wybiją maksymalnie wielu białych ludzi, to w niebie będzie na nich czekała cała masa hurys, jak nam stopnieją lodowce, poziom wód się podniesie a deszcze nas zaleją, a paru idiotów nie rozumiejąc, że zgromadzili już tyle kasy, że jej nie przejedzą nawet 10 pokolenia ich spadkobierców, za to wyją już całe kontynenty, bo kurna harują a tu ciągle jest gorzej, czy to wszystko ma nas pozbawić optymizmu?
Otóż, jako człowiek z rakiem, łysą obecnie pałą, w przeddzień kolejnej chemii, po doświadczeniach wielu lat samotności, nieudanych spotkań z kobietami, zawiedzionych miłości i poczucia totalnego odrzucenia, a dzisiaj szczęśliwy małżonek i ojciec, mogę Wam z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że optymizm jest jak najbardziej na miejscu. Tak, przyszłość, nawet, jeśli czeka nas nie lekka, to jednak by ją przeżyć, trzeba w niej widzieć te jaśniejsze, lepsze jego strony i nigdy nie tracić uśmiechu na twarzy.
Lepsze życie będą mieli tylko Ci, którzy widzą w każdej sytuacji jakieś dobro, jakieś wyjście z sytuacji, które mają w sobie optymizm i wszystkiemu, co złe, śmieją się patrząc często przeciwnościom prosto w oczy i szczerząc do niech zęby.
Każdy, kto kuli się w sobie, wpatruje się w te lecące w jego kierunku meteory, czy w walących na niego z obłędem w oczach Talibów, czy siedząc z kalkulatorem w dłoniach nad aktualnymi notowaniami kursu franka szwajcarskiego czy euro - zawęża sobie perspektywę. Świat i wszystko co Cię otacza, staje się mniejszy, ograniczony Twoim strachem i nawet jeśli masz 10 wyjść z sytuacji, nie dostrzeżesz ich. To strach, lęk, te wąskie patrzenie w przyszłość odejmuje Ci szans na przeżycie.
Większość osób tu trafiających przychodzi z jakimś trawionym głęboko w sobie bólem, cierpieniem lub innym rodzajem utrapienia. Nie trafiają tu oczywiście osoby, przejmujące się tym, że do rejonu gwiezdnego Magellana jest aż 600 lat świetlnych, że po świecie krąży paru porąbanych arabów, którym się parę rzeczy pomieszało albo, że cena Alpagi marki Wino w GS-ie wzrosła z 9,99 do 11,15 zł. Zdecydowanie większość z Was gnębią trudne dla Was pytania, które nie dają Wam spokoju. Panie nie rozumieją facetów, a jak nie rozumieją, chcą albo się na nich mścić, albo dowiedzieć się, jak ich uwieść czy przy sobie utrzymać. Wiele z Was chce sobie radzić z mężczyznami, którzy zupełnie do Was nie pasują. Chcecie im matkować, chronić, dawać im miłość, opiekować się, pocieszyć nie zdając sobie zupełnie sprawy, że większość z nich chce wyłącznie wsunąć się między Wasze uda i... zapomnieć. Tworzycie Drogie Panie złożone figury stylistyczno – emocjonalne, które mają wykazać, że Wasze dobre intencje nie są rozumiane przez facetów, za to Wy nie rozumiecie zupełnie tego, czego oni oczekują od Was. Sporo z Was nie wierzy, że chodzi im tylko o dupę. O ugotowany obiadek, wyprane gacie i święty spokój. A najszczęśliwsi są, jak mają taki seks grupowy – Dzisiaj Ziuta, jutro Ilona, piwo z Gieniem, w weekend żona. Tłumaczenie na moim blogu po tysiąckroć – iż facetowi niewiele potrzeba, by był szczęśliwy, ale to co mu do szczęścia jest potrzebne w żaden sposób nie jest w zainteresowaniu górnych partii piramidy potrzeb statystycznej kobiety – zaczyna być naprawdę męczące. Ale ja się nie poddaję. Nie jest ze mną tak łatwo.
Będę Wam tu będącym Paniom ciągle to samo powtarzał – przestańcie czytać między wierszami tam gdzie facet z natury niewiele różniący się od pantofelka (różni się li tylko tym, że jego połączenie zwojów mózgowych z jajami jest zdecydowanie krótsze, przez co pantofelek ma lepszy refleks) wali Wam szczerze kawę na ławę. Przestańcie się zastanawiać, co on miał na myśli, kiedy nie wysyła Wam smsa przez tydzień, zapada się na miesiąc, albo mówi Wam, że nie zakocha się w Was, albo byście się w nim nie zakochiwały. Jak znika, nie pisze, to znaczy, że miał 120 powodów ważniejszych od Was. Jasne? Kiedy powiedział Ci, żebyś się durna w nim nie zakochiwała, to czytaj to uważnie z jego ust – bo to brzmi na nasze dokładnie tak: „Nic z tego nie będzie poza bzykankiem”. Jasne? Kiedy raz dla Was jest miły a innym razem ma Was gdzieś, to oznacza, że ma Was gdzieś! Miły jest tylko wtedy, kiedy chce się z Wami bzyknąć (albo zjeść u Was obiad albo obejrzeć spokojnie mecz, bo w dumu żona w tym czasie ogląda „M-jak Miłość”). Kiedy Wam opowiada ciągle o innej – myśli o niej i jej pragnie a Was traktuje jak pisuar, gdzie musi wylać swoje żale. Jeśli Cię bije, to nie kocha. Jak Cię zdradza, to też Cię nie kocha. Jeśli nie zadzwoni, że się spóźni – nie szanuje Cię. Jeśli potem nie przeprosi za to, a jeszcze będzie zdziwiony, że się wściekasz, to zrozum, on ma Ciebie jeszcze głębiej gdzieś. Jeśli Ty kobieto patrzysz i dziwisz się, że on nocuje u swojej przyjaciółki, która właśnie „została rzucona przez jej chłopaka” – to on ją w nocy po prostu bzykał. Jeśli wraca do swojej byłej, a potem ponownie wraca do Ciebie i prosi byś mu wybaczyła, walnij go w pysk i nie marnuj czasu na gościa. Mam wymieniać dalej? Kiedy kupujesz mu wszystko a on Ci tylko osusza lodówkę i nie daje Ci nic z siebie – wyrzuć darmozjada i nie pytaj mnie, czemu on jest taki. Kiedy dzisiaj jest miły a jutro Cię leje po pysku – pamiętaj, że kto kocha, ten nie bije. A jak nie wiedziałaś tego, to właśnie teraz się tego dowiedziałaś. Jeśli, jeśli, jeśli.... Udzieliłem już chyba większości odpowiedzi dla Pań no może poza jedną: męskie sieroty, poranione przez kobietę samcze płody, nieszczęśliwi i czekający na pocieszenie faceci – nie czekają na pocieszenie. To najprostsza metoda przywołania ofiary, by ją zdybać, wykorzystać, wyssać i na końcu pozostawić ją jej losowi. Zbliższysz się do takiego czegoś, ubrudzisz się, zalejesz potem się łzami, przyjdziesz potem z pytaniem tutaj a ja Ci powiem to samo wciąż: to metoda polowania na ofiarę, uczą tego synków ich mamusie, które tulą do siebie synków, którzy po zrobieniu czegoś złego, usłyszeniu, że dostaną klapsa, czy jakąś karę (i nawet ją dostaną) zalewają się łzami a mamusie ich wtedy tulą jakby nigdy nic. Tak tresują rasowych facetów, którzy potem budzą w samicach od 15 do 99 roku życia ten gubiący Was odruch instynktu macierzyńskiego. Kto by się nie zlitował nad poranionym zwierzątkiem pozostawionym na pastwę losu? No, kto? No nie Ty - kobieta z sercem? Prawda? Sobie byś nie wybaczyła. A co tam, że potem Ci wepchnie rękę pod kieckę, a co tam, że wyczyści Ci portfel, pomieszka u Ciebie, zniszczy Ci połowę chaty, Ciebie, pokłóci Cię z najlepszą Przyjaciółką (a później ją przeleci) a drugą połowę zamieni w chlew. Na końcu zawyjesz, bo pójdzie do następnej i ją też wydyma – o czym nie będziesz wiedziała, chyba, że będziesz wyjątkowo wścibska. Jak przyjdziesz potem tutaj, powiem Ci to samo – Panuj nad instynktem macierzyńskim, a facetów jęczących na byłe, kwiczących niby poranionych, skrzywdzonych przez inne i przez to „nastawionych negatywnie do wszystkich kobiet” (czyli także do Ciebie) – omijaj z daleka.
Są jeszcze jakieś pytania Drogie Panie?
A Wy Panowie czegoś jeszcze nie wiecie?
Żadne Wasze niepowodzenie z kobietami niczego Was nie nauczyły? Lenie jesteście. Wolicie się użalać, pisać poezję, słuchać Cohena albo Stachurskiego, pieprzyć górnolotno-romantyczne głodne kawałki, latać pod chmurami i myśleć o tej wymarzonej , idealnej a przez to nieistniejącej kobiecie? Nie ruszycie palcem w bucie, nie weźmiecie się za siebie, nie zaczniecie dbać o swoje wnętrze, tylko z linijką, czekając na poranny wzwód mierzycie sobie wielkość waszego członka wierząc, że im większy, to tym bardziej u kobiet macie szansę. I nie rusza Was tekst, że nie wielkość, się liczy, ale grubość a de facto nawet grubość nie jest zasadnicza, tylko, to, co dzieje się między jednym orgazmem a drugim! „Najseksowniejszym organem mężczyzny jest jego mózg” - powtarzam to tutaj prawie w każdym moim tekście. Możesz być biedny, możesz być szpetny, ale jak siądziesz koło kobiety, zaczniesz do niej mądrze mówić, zaczniesz jej słuchać i pamiętać, co mówi, jeśli po prostu potraktujesz ją jak partnera godnego Ciebie, jak człowieka a nie mutanta z móżdżkiem takim tycim tycim - każda będzie Twoja. Zostaw plastiki lecące na facetów z wielkimi portfelami i drogimi samochodami. Nie gniewajcie się faceci z kasą, ale im więcej macie i to pokazujecie, na tym gorszy sort bab trafiacie, bo mądra na Was nawet nie spojrzy. Może plastiki wyglądają jak wycięte z żurnala, ale wydymają Was z kasy, a do ich słodkości Wy będziecie ostatni w kolejce. Mam takiego kolegę, prezesa – facet jest dużo, dużo starszy ode mnie (i o wiele bogatszy), a do tego ufarbował sobie i włosy i wąsy i dba o sylwetkę, (a jakże, chociaż już niektóre części organów ma wycięte, bo nadawały się wyłącznie do wycięcia), chociaż nie widzi, że starość go dopadła (albo się nie przyznaje, że widzi) karykaturalnie się odkładnia uciekając od starości. Ma jednak piękną 26 letnią żonę, którą się wszystkim chwali. I nie widzi niczego, ani tego, że jest karykaturą faceta, ani tego, że kupił miłość. Zresztą dziewczyna jeszcze chwilę poczeka a Prezes będzie miał prawdziwe łzy na własnym pogrzebie. Jeśli chodzi o łzy żony, będą to łzy szczęścia. Można i tak? A można – tylko czy to jest to Wasze Panowie marzenie i oczekiwanie? Ty, jeśli chcesz mieć dobry związek patrz kobiecie w oczy, ale najpierw zadbaj o swoje wnętrze, mózg i psyche. Wylecz się z poprzednich nieudanych związków zaczynając od tego, że popracujesz nad tym by zrozumieć, czemu Ci się z tymi kobietami nie udało. Nie chce mi się ciągle powtarzać, że nie możesz kobiety traktować, jako głupszej, gorszej od siebie. Nie chce mi się po raz kolejny Ci pisać, żebyś nie robił kobiecie tego, czego sam byś nie chciał doświadczyć. Nie chce mi się jak mantrę powtarzać, że kobiety głupie istnieją (tak jak i cała masa imbecylów płci męskiej), i to nie tylko te występujące w dowcipach o blondynkach! Ale do nich nie zaliczaj wszystkich. Bo jest spora grupa takich, które są wyłącznie nieuświadomionymi albo naiwnymi i lepiej, byś był tym, który im coś uświadomi, niż takim, który je z tego powodu skrzywdzi lub wykorzysta. Może niektóre z nich Cię znienawidzą za to tak jak mnie, gdy uświadomisz im zbyt wiele, może niektóre Cię odrzucą, ale na końcu zawsze będziesz mógł spojrzeć sobie w twarz ze spokojnym sumieniem.
Kiedy już tu zmądrzejesz, popatrz na siebie, w swoje wnętrze (a nie wnętrze portfela czy samochodu). I zacznij poznawać siebie, granice swoich możliwości, wytrzymałości, odkryj w sobie miejsca, które pozwalają Ci się wyciszyć. Mężniej. Zacznij panować nad czasem, byś miał zawsze chwilę na zastanowienie przed podjęciem decyzji. Nauczy się myśleć, podejmować decyzje, brać za nie odpowiedzialność, nie bojąc się konsekwencji i płacąc za nie pełną cenę. Nie ma obecnie wojen światowych, gdzie chłopcy stawali się mężczyznami. Ale masz codziennie swoje bitwy, potyczki, w których możesz wykazać się męskością i dojrzałością. Naucz się, co to znaczy być słownym, punktualnym, honorowym, co to znaczy być sobą w każdych okolicznościach. Odkryj radość własnego zdania innego niż zdanie ogółu, naucz się tego zdania bronić. Zacznij czerpać radość i budować swoją dumę, idąc pod prąd a nie płynąc z prądem jak jakieś g.....! Poczuj przyjemność z pokonywania przeciwności, z ponoszenia odpowiedzialności a nie uciekania przed nimi. Odkryj, że godziny na siłowni nie spowodują, że dojrzewasz. Dopiero pokonywanie własnych słabości, granic wytrzymałości, dokonywanie tego, co wydaje się niemożliwe, wybieranie nie tego, co fajne i miłe, ale tego, co szlachetne, dobre i właściwe jest tym, co czyni Cię mężczyzną.
W międzyczasie musisz pokochać swoje wady, musisz zaakceptować siebie, musisz zrozumieć, że nie będziesz bogiem, a jeśli Ci się wydaje, że jesteś, to jesteś tylko dobrze opakowanym gównem. Polub siebie takim, jakim jesteś, a jeśli chcesz coś w sobie poprawić, zrób to, ale nic na siłę i zrób to wyłącznie dla siebie. Czytaj, pokochaj tych, co mądrze mówią i piszą. Rozwijaj się, ubogacaj, odkryj świat duchowy w Tobie. Potem stań nad pięknym morzem, albo na szczycie góry, pod nocnym niebem i dostrzegając wielkość wszechświata odkryj, że chodź jesteś tak naprawdę nikim, pyłkiem, drobnym atomikiem na powierzchni planety, o której nikt poza nami nic nie wie – zrozum, że możesz dokonać rzeczy wielkich. Że możesz komuś sprawić, że będzie z Tobą szczęśliwy. Że ktoś odkryje dzięki Tobie, co znaczy dobry dotyk, miłość, radość. Że może któregoś dnia, usłyszysz: „Kocham Cię mój tato”. Że dla kogoś będziesz całym Wszechświatem, a ktoś bardzo Cię kochając, będzie miał łzy szczęścia widząc Cię takim, jakim jesteś. I będzie dziękował Bogu, że jesteś....
Widzisz, ja kiedyś byłem taki jak Ty. I gdyby ktoś mi powiedział, że za ileś tam lat, będę miał wszystko to, czego mi było wtedy brak, a nawet więcej, uśmiałbym się. A gdybym przez ten czas nie nauczył się tak wielu rzeczy, nie zrozumiał, nie dojrzał, nie zbudował w sobie potężnego wewnętrznego świata, to gdyby mi ktoś powiedział tak: „A gdy to wszystko, co straciłeś, odzyskasz, to 10 dni później, po ślubie i weselu, gdzie wszyscy Ci życzyli szczęścia i długiego po-życia dowiesz się, że masz w sobie złośliwego raka, którego będziesz musiał pokonać” – tym bardziej bym nie uwierzył. Odechciałoby mi się cokolwiek robić. Pewnie bym się zapił na śmierć, a może poświęciłbym tylko czas na zabawę i bezmyślność.
Ale z mojej prespektywy dzisiaj wiem, że było warto i zrobiłbym to co zrobiłem tylko, dlatego, iż wtedy, wiele lat temu już wiedziałem, to co napiszę Wam tutaj: Wszystko, co jest do osiągnięcia, do pokonania, do zdobycia możesz mieć, jeśli tego bardzo pragniesz. Wszystko. Nawet wbrew opinii innych. Trzeba tylko tego bardzo chcieć i do tego dążyć pomimo wszystko.
Dlatego mimo tego, że walczę teraz z śmiertelną chorobą, ja przesyłam Każdemu z Was ogromną energię, uśmiech i optymizm. Tydzień temu zdychałem z bólu, dzisiaj już o tym nie pamiętam. Za chwilę wpadną znajomi, napijemy się szampana, będziemy się śmiać i dobrze bawić. Można pokonać strach, można pokonać wszystko. Jeśli tego się bardzo pragnie.
Można znaleźć wspaniałą Żonę i Męża – jesteśmy tego żywym przykładem, ja i moja Żona. Można z totalnego dołu, tułając się latami po wynajmowanych mieszkaniach i pokojach, dorobić się ciężką pracą, zagryzając wargi, i majątku, wspólnego domu i perspektyw na przyszłość, które nie paraliżują nas strachem np. tym, „co dalej w kryzysie?”. Można nie mając nic, odzyskać wszystko, co Ci inni zabrali. Można się zakochać pomimo trudnej przeszłości. Można też rozbudować i pogłębić swoje wewnętrzne życie, co sprawi, że tak jak ja, będziemy zagadką dla medycyny. Można zapanować nad własnymi słabościami, można w bólu się uśmiechać, można żartować w obliczu śmierci i tej samej śmierci się nie bać. Można, kiedy jedni się o nas boją, mieć perspektywy i plany. Można wszystko, nawet śnić o tym jak umieramy by budzić się pełni optymizmu i radości pozytywnie myśląc o przyszłości. Bo może zawsze być gorzej, dlatego tak wiele radości trzeba czerpać z tego co się ma i nie wolno tracić uśmiechu i optymizmu na przyszłość! Nie wolno! Dlatego w tym Nowym Roku, ja i moja Ukochana Żona życzymy Wam wszystkim tego optymizmu, tej wewnętrznej siły, która daje kopa do pokonywania przeciwności. Posyłam jej Wam całą tonę, by starczyło na każdego po kilo z grubsza Życzę Wam, byście osiągali swoje cele, mieli i realizowali marzenia. Jeśli upadliście, byście powstawali. Jeśli powstajecie, byście zaczęli biec do przodu, jeśli słabniecie, byście znaleźli w sobie przeogromne pokłady mocy i by na to wszystko starczyło Wam zdrowia. A sobie poza zdrowiem oczywiście życzę, byście dali mi wiele do myślenia, byście zadawali mi trudniejsze pytania, a także, byście mnie prowokowali do częstszych wpisów, odpowiedzi i tekstów, bo naprawdę nie wiem, o czym ja mam jeszcze Wam napisać?
Szczęśliwego Nowego 2012 roku dla Was, Waszych bliskich i Waszych rodzin, kolegów i znajomych
Glosator i Mila.
PS: Wypijemy dzisiaj za Was lampkę szampana :-) Komentuj(2)
godz: 20:46 data: 2011.10.18 Wyjesz za nim? Wyj nad sobą… czyli czemu Ci się nie udaje… w Wigilię V rocznicy powstania mojego bloga
Jak nie potop to przemarsz ruskich wojsk. Wróciłem ze szpitala w piątek po południu, a w sobotę rano moja Żona musiała wieczorem z Synkiem jechać do szpitala by okazało się, że Mały ma zapalenie opon mózgowych. Siedzą razem w szpitalu do poniedziałku. Żona do domu wróci na weekend. Kurna, a ja siedzę sam w domu, nie ma z kim pogadać. To sobie tutaj ulżę. O czym dzisiaj Wam napiszę? Zacznę z grubej rury. Dzisiaj wylewam kubeł żywej, zimnej wody tym wszystkim kobietom, dziewczynom, które przychodzą tutaj z pytaniem: Czy on mnie kocha? – oraz z drugim pytaniem – Czy jest sens z nim być.
To jakieś 60% pytań z jakimi kobitki przychodzą do mnie na priva, opowiadając ciągle to samo a ja cierpliwie (coraz mniej ostatnio) czytam te wielostronicowe opisy Palantów, kretynów, typowych facetów chcących oszczędzić na panienkach, wykorzystują naiwność wielu kobiet i je po prostu na żywca wykorzystują z pełną świadomością, że im tak wolno.
Wszystkie delikatne Panie, które wiedzą jak odróżnić palanta i jak sobie dać radę z facetami, zachęcam by już nie czytały dalej. Bo się zdenerwują tylko. Bo ja dalej daję sobie Drogie Panie na całego i, będę jechał po Paniach po całej linii i wiem, że puścicie mi wiązankę by na końcu ze smutkiem napisać: Glosator, wróciłeś w starym stylu i kurna masz rację. Tak - o tym co dzisiaj napiszę wiem, że mam 1000% rację. Boże bo jak niektóre z Was są czasami takie durne…
Niektóre z Was piszą do mnie zwykle tak.
„Wiesz Glos, on zachowuje się tak i tak. Zwykle tak, że mi jest smutno. Bzykamy się, on wraca do siebie (swojej żony, byłej, do swojego miasta, wpisz sobie dowolne rzeczy, gdzie oni wracają i do kogo, jest to kurna zupełnie obojętne) i : nie odzywa się przez miesiąc, (odzywa się za tydzień i pyta się np. czy mam wolne, pisze mi SMSa po trzech dniach od wysłania mojego przeze mnie do niego, etc. wpisz dowolny okres w jakim on Cię zlewa, ), a jak ja go zapytam czemu to robi, to tłumaczy się, że był zajęty (zapracowany, musiał pobyć z dzieckiem musiał wyjechać, miał bardzo ważne kurewskie sprawy, chorowała babcia, dziadek, mamusia, miał sraczkę, trafił do szpitala, musiał zajmować się domem, bo żona mu robiła karczemne awantury, etc. wpisz co on Ci za kity wciskał, tłumaczenia są dowolne, nie mają one żadnego znaczenia). Jak jesteśmy razem jest cudowne, chociaż mnie wkurwia, że on ciągle mi opowiada o swoich przyjaciółkach (swoich byłych i aktualnych koleżankach, byłych i obecnych żonach, kochankach, współpracownicach w pracy etc. nie jest istotne, on ciągle nawija o innych kobietach), problemach zamiast skoncentrować się na mnie i chociażby zapytać się jak ja się k u r w a czuję. Potem nie widzę go dłuższy czas, czasami chcę z nim gdzieś wyjść, ale on szuka wtedy 150 powodów, by do tego nie doszło. A jak już dojdzie, to przedstawia mnie nie jak swoją kobietę (narzeczoną, kochankę, dziwkę, etc. dowolnie wpisz cokolwiek, to naprawdę nie ma znaczenia), ale przyjaciółkę. I ciągle mi mówi o tym jak bardzo cierpiał, jak on nie ufa ludziom, jak kobiety go skrzywdziły, jak nie jest gotowy na kolejny związek, jak potrzebuje czasu, jak (wpisz tu sobie dowolny tekst, który ma wytłumaczyć Ci, że w związku być on nie może), a jak bardzo potrzebuje mnie. I ja tak Glos mam już tego dosyć. Nie opowie się raz i porządnie, nie podejmie męskiej decyzji, odchodzi i wraca a ja głupia go przyjmuję. I Glos… ja kurna go kocham. A czy on kocha mnie?”
A ja teraz odpiszę tym wszystkim co do mnie pisały albo piszą albo chciały napisać, tylko się bały: „Nie, nie kocha Was, ale Was najzwyklej w świecie dyma”.
Koniec obwijania w bawełnę. Koniec paryżewa. Perspektywa mi się zmieniła od chwili, kiedy w szpitalu leżąc odkryłem, że są w życiu rzeczy najważniejsze i nieważne. Tacy Was po prostu dymają, oszukują, okłamują i wykorzystują. Wykorzystują to, że nie macie jaj, że tak się boicie samotności jakby to była co najmniej śmierć grobowa, a sami oszczędzając na dziwkach, wykorzystują Waszą naiwność, wasze niezaspokojone potrzeby i Was dymają. A Wy zamiast takiemu pokazać drzwi i sobie ulżyć mówiąc po pierwszych łgarstwach, po pierwszej Waszej myśli w stylu „Czy on mnie kocha?” następujący tekst: „Idź w cholerę męska pizdo do tych swoich koleżanek, przyjaciółek, byłych żon, przyjaciółek, obecnych żon, kochanek i im truj życie. Nie mnie. Ja jestem baba z jajami i nie mam zamiaru zmarnować nawet chwili swego życia na taką cipę jak Ty. Spadaj na szczaw, wolę wsadzać sobie codziennie palce między nogi, wyć po nocy z chcicy, niż dać się dymać takiemu facecikowi. Wypad za drzwi a jak zadzwonisz, to ja wynajmę detektywa, ustalę co naprawdę robisz, z kim się zadajesz, i dam całostronicowe ogłoszenie w prasie opisując jakim jesteś złamasem. Wypad!” – i gdy facet znika za drzwiami, trzaskasz tak drzwiami, że aż z futryny na parterze posypie się tynk.
A następnego dnia wychodzisz na miasto wyluzowana, seksowna i emanująca erotyzmem patrząc każdemu śliniącemu się na Twój widok facetowi z wyższością – bo oto rozgryzłaś pozornie romantycznego a de facto porąbanego skurczy syna i nie dałaś się podejść. A jak jakiś się odważy i Ci strzeli głodny tekst w stylu: „Och jaka Pani jest cudowna, wypijemy kawę?” – to mu spojrzysz w oczy, lekko je zmrużysz i odpowiesz mu: „Masz minutę by mnie sobą zaciekawić, po minucie nie masz u mnie najmniejszych szans”. I jeśli pitoli Ci jaka jesteś seksowna, piękna, mądra i jak bardzo on chce Cię przelecieć, strzel go w pysk, spluń mu pod buty i każ mu spadać. A potem już tylko ignoruj. Zrób to, a oszczędzisz sobie cierpień a mi dasz trochę czasu na własne życie. Bo ja przyznaję: Nie mam już ochoty słuchać tych historii, jak zakochujecie się w palantach i co jest potem całkowicie sensowne i racjonalne – przez takich palantów cierpicie!
Glos! Ależ tak nie można! Jak ja poznam jakiegoś faceta, jak ja ich będę tak traktować z buta?
Nie chce mi się z Tobą Babo gadać. Nie chce mi się. Ale daję Ci ostatnią szansę. Usiądź, skoncentruj się na tym co piszę, bo teraz to, co napiszę, piszę po raz ostatni, boi się powtarzać nie będę.
Jeśli masz chcicę, chcesz najzwyklej poczuć gorący członek na swoich piersiach, w sobie, w dłoniach ustach czy pupie, dorwij dowolnego samca, który Ci się podoba, wybierz sobie takiego w tłumie i go wydymaj. Jak jeszcze umie posługiwać się językiem, niech Cię wyliże tak, że następnego ranka będziesz kwiliła o jeszcze. Ale jeśli chcesz się zakochać, to nastaw się na czasową abstynencję, by Ci się mózg i racjonalizacja włączyły. By Ci się instynkt nie rozmył, wypłukany przez soki życiowe wypływające z Ciebie po udanym seksie.
Ty patrz, ty słuchaj co on mówi i co pod słowami Ci klaruje, przemyca, jak Cię czaruje i jak chce Cię wydymać słowami, komplementami, jak chce Cię oczarować, opętać by na końcu Cię przelecieć i spełnić swoje marzenia, Twoimi się zupełnie nie interesując no poza tymi tylko, które dadzą mu władzę nad Tobą. Pamiętaj, dla Palanta w Tobie najważniejsze jest to, że za darmo będziesz mu gotować, seksownie wyglądać i będziesz go ujeżdżać i robić to, co on chce – ZA DARMO. Kumasz? Za darmo! To, co on chce inni za to każą sobie słono płacić. Za szybki numerek koło 200-300 zł. Za bycie gotową kiedy tylko on zechce – od 2 000 zł do 50 000 EUR u najlepszych. Za całowanie, udawanie, że się taką męską pizdę kocha – płaci się ekstra, zwykle są to mieszkanie i samochód. Czasami awans w pracy i możność opierniczania się, jeśli on jest Bossem. Kumasz?
Inne to robią za kasę, Ty robisz to za darmo, za iluzję tego, że jak poczekasz, zagryziesz zęby, to on będzie tylko Twój, na zawsze i jeszcze się w Tobie zakocha wreszcie i może kiedyś ożeni. Będzie Ci mówił: „Rozkochaj mnie w sobie” myśląc, „Stań na głowie, by mi było dobrze a o reszcie będę się martwił później”
Znosisz jego humory, to że on Cię przeleci, przyniesie kwiaty, dołoży się do czynszu, zaprosi Cię do kawiarni i wszystko za darmo, a on na Tobie oszczędza jakieś od 2 000 zł do 50 000 EUR u tych, na których tak stać. A gdy wychodzi od Ciebie (nawet jak u Ciebie mieszka), to idzie do następnej durnej baby i udaje jej przyjaciela, kolegę dobrego z pracy, męża czy kochanka i też je dyma. Dlaczego to robi? Bo to pieprzony palant.
On Ci się teraz podoba. Ma to coś w sobie, czego Ci brak, co lubisz, co Cię pociąga, nawet umiesz to nazwać, opisać, chociaż to takie ulotne czasami, nieuchwytne, jak zapach perfum na ulicy. I widzisz jego wady ale i zalety i chociaż nie masz przez niego spokoju, nie masz przez niego komfortu, poczucia bezpieczeństwa, znosisz to. Brniesz w to na jego warunkach, angażujesz się i czujesz się jak zaćpana. Cierpisz, ale bierzesz to. Budzisz się rano jak z kacem, czujesz rosnącą do siebie niechęć, ale siedzisz sama w domu, cierpisz i sięgasz po to znowu gdy on tylko wyśle Ci esemeska z pytaniem, czy tęsknisz za nim. Ale Ty durna baba jesteś i odpowiadasz, że tak, „tęsknisz”. I beczysz…
A gdy już cierpienie Ci nie daje spać, siadasz do komputera, wstukujesz pytania do Wujka Googla: Czy on mnie kocha? Czy on mnie naprawdę chce? Jak rozkochać faceta? Jak go zatrzymać? Co faceci lubią? Co zrobić by go przy sobie zatrzymać? – licząc na cud, na coś, co sprawi, że Twoje marzenia się ziszczą.
Kobieto, jeśli zadajesz sobie takie pytania, jeśli już to Cię zaczyna boleć, odbiera sen, sens życia, to na to odpowiedź jest jedna: On Cię nie kocha! Rozumiesz? Jeśli cierpisz z powodu tego, co czujesz do kogoś a on to ma w dupie, to on Cię nie kocha.
Jeśli zastanawiasz się co zrobić, by z Tobą był a on sam nie robi nic, by z Tobą być – to znaczy, że on Cię nie kocha.
Jeśli mówi Ci, że coś jest ważniejsze, że dziecko jest ważne i on nie może z jakiegoś powodu wprowadzić Ciebie w życie jego i dziecka – to łga i po prostu wie, że nic z tego nie będzie więc po cholerę ma dziecko polubić kobitę, która w każdej chwili może odkryć, że jest przez niego dymana i go wywalić z dzieckiem z jej życia!? Po chuj ma się wysilać? Po co ma się przenosić do Twojego miasta, dzielnicy czy zmieniać pracę by być blisko Ciebie, byście byli razem, jeśli w każdej chwili odkryjesz, że to palant i go wywalisz z domu, czy od niego odejdziesz z hukiem? Po chuj ma się wysilać? No powiedz?
Ma 100 powodów ważniejszych od Ciebie, rozumiesz? Więc jak do kurwy nędzy możesz myśleć, że on może Cię pokochać, jeśli przegrywasz ze 100-oma powodami, dla których ważniejsza od Ciebie jest praca, wyjazd, szkoła, dodatkowe zajęcia, budowa domu, pies, samochód, pierdnięcie jego mamusi, żona, kochanka szefowa, polityka, była żona która jest z nim znowu w ciąży, była, która chce do niego wrócić, jego pieprzona kariera, czy praca daleko, albo niemożność dojeżdżania do pracy z Twojej dzielnicy, wsi czy miasta czy jego niskie zarobki, które powodują, że nie stać go na dojazdy samochodem do Ciebie częściej jak tylko w poniedziałki!?
No jak on może chcieć Cię kochać, jeśli tyle rzeczy jest ważniejszych od Ciebie? No powiedz, zastanawiałaś się nad tym?
Jak nie, to usiądź, pochlip sobie a jak się uspokoisz to zastanów się, gdzie Ty kobieto miałaś oczy, gdy on Cię podchodził chcąc omamić, urobić i na końcu wydymać. Zastanów się, gdzieś Ty oczy i rozum miała. I cierp, aż zrozumiesz, że kobiety naiwne muszą skończyć jako ofiary takich palantów by się wreszcie nauczyć i docenić siebie. Jeśli więc się chcesz zakochać, najpierw musisz się nauczyć, takich palantów wyrzucać za drzwi i podnieść wysoko poprzeczkę dla kolejnych kandydatów do wejścia do Twojego życia. No chyba, że chcesz być jak otwarta chata – każdy kto chce może wejść i robić w Twoim życiu i alkowie co chce. To wtedy radź sobie sama.
Zrozum Palanta i wbij sobie pewne oczywiste prawdy – ok.? A teraz wydrukuj sobie, prześlij na komórkę i czytaj to codziennie aż to sobie wryjesz na blachę, co teraz Ci napiszę, ok.?
1. „Jesteś piękna” – powtarza Ci to co chwila. Tak faktycznie może być, ale będzie to miało wartość jak będzie Ci to mówił i za dwa lata i za 5 lat od bycia z Tobą. To wtedy będzie miało wartość. Jeśli obsypuje Cię komplementami to wiedz, że tak piszą w gazetach, w poradnikach dla palantów, tak instruktorzy mówią na kursach podrywu. Obsypuj kobiety komplementami, one to kurna bardzo lubią. I kupuj kwiaty palancie.
2. „Jaka ty jesteś mądra” – to nie komplement. To freudowska pomyłka. Takie zdanie oznacza, że on wszystkie baby traktuje jak idiotki. Ciebie też. Jeśli to komplement w jego ustach patrz punkt 1, zwykle to wyraz jego wyższości. Jesteś mądra, mądrzejsza od innych bab, ale ja jestem cwańszy od Ciebie. „Nie ma innych opcji” – zapytasz się? Kurna, a jakie? Ja ciągle swojej żonie mówię, że jest mądrą dziewczyną, bo ona w to nie wierzy. Taka opcja Ci pasi? Tylko, że ja jej to mówię od ponad dwóch lat a ona mi nie wierzy…
3. „Wiesz, ja nie mam zaufania do kobiet po tym, jak była mnie wykorzystała” – stały tekst (w różnych wersjach o skrzywdzeniu) mamiący, ma za zadanie wysondowanie poziomu inteligencji u samicy, którą palant ma za zadanie wykorzystać. Inteligentna kobieta już w tym zdaniu wie, że sama będąc kobietą też będzie w tym gronie. A żadna pozytywna relacja, żadna podkreślam, pomiędzy rozumnymi istotami, nie może się opierać bez chociażby minimalnego kredytu zaufania. Każdy racjonalny człowiek wie, że jeśli komuś nie ufasz, to go omijasz. Jeśli więc on nie ma zaufania do kobiet i mówi to Tobie, to nie w celu szczerości w Waszych relacjach, ale byś Ty robiła wszystko, by On Ci zaufał a gdy Ty będziesz odkrywać, że on Ci powiedział tym prawdę o sobie, to Ty nie wierząc, iż możesz być tak durną babą, będziesz codziennie go tłumaczyć tym właśnie zdaniem. Każda odmowa wyjaśnienia Ci czegokolwiek, będzie kwitowane wyrzutem, że właśnie dlatego on nikomu nie ufa! A Ty powoli zapominasz, że jeśli ktoś nie ufa kobietom, to oznacza, że sam nie jest godny zaufania. Czy to nie jest powód wystarczający, by takiemu palantowi powiedzieć: „Jeśli nie ufasz kobietom, bo jedna Baba Cię poraniła, to ja nie mam zamiaru być w tym gronie” – wstajesz i wychodzisz. On oczywiście natychmiast poleci za Tobą, tłumacząc, że źle go zrozumiałaś. Pierdol to – zrozumiałaś to doskonale i oszczędziłaś sobie wielu nieprzespanych nocy.
4. „Nie możesz mnie tak osaczać” – mówi Ci to gościu, który odzywa się sam do Ciebie raz na miesiąc, albo na tydzień. Wiesz co to jest osaczanie? To permanentna inwigilacja, wysyłanie smsów co 2 minuty, z których większość to pytania w stylu: myślisz o mnie? Co robisz? Gdzie idziesz? Z kim rozmawiasz? Wysłanie smsa z pytaniem: Co jest ważniejsze od naszego spotkania w sobotę? albo: Czemu nie odpowiadasz na mojego smsa jakiego wysłałam Ci po twoim tygodniowym milczeniu? – to nie jest osaczanie. To troska, to kobiece martwienie się na zapas. Jeśli palant to nazywa osaczaniem, wysyłasz mu SMSa: „Spadaj – facet, który nie czuje potrzeby by powiedzieć mi bym się nie martwiła o niego, nie wart jest mojego czasu”. Zwykle palant zadzwoni bardzo szybko po takim telefonie. Jak odbierzesz, to jesteś głupsza niż mi się wydaje. Palant jest jak dziecko – jeśli nie jesteś konsekwentna, tak jak dziecko, będzie miał Cię coraz częściej gdzieś.
5. „Wiesz, ja wycierpiałem tak mocno w poprzednim związku, iż nie jestem gotowy na nowy”. Powiedział Ci to a Ty w tym momencie nie wstałaś i nie wyszłaś? Ha, on już Cię ma. Tacy palanci zaczynają tak gadać zwykle na samym początku. Wyobraź sobie, że facet w tym momencie był do bólu szczery. Dokładnie, facet nie nadaje się do związku, jakiegokolwiek. On w tym momencie powiedział Ci tak: Wiesz Cipcia, ja mam serdecznie dosyć bycia odpowiedzialnym, konsekwentnym, chcę się Cipcia wyszaleć, kumasz? Chcę się pobzykać z każdą, na jaką będę miał ochotę. Dlatego, nie nadaję się do związku, w którym trzeba być odpowiedzialnym za Ciebie? Ja chcę wolnym być a nie odpowiedzialnym za wszystkie na jakie miałbym ochotę. Rozumiesz? Nie chcę być wypytywany kiedy przyjdę na obiad, bo będę do Ciebie przychodził kiedy ja będę chciał. Rozumiesz? Pasi Ci to, to idziemy do Ciebie na chatę. Nie pasi, to spadaj. A Ty jak chcesz być tak traktowana, chcesz być kolejną, którą on okłamuje, czaruje i mami? To proszę uprzejmie, tylko potem mi tu nie rycz.
6. „Wiesz, oczekuję związku opartego na seksie”. Inna forma tego samego tekstu: „Wiesz, nie zakochuj się, nie jestem gotowy na związek. Niech nas łączy tylko seks”. Słyszałaś to? Pewnie pomyślałaś, że wiele związku zaczęło się od seksu i potem ludzie się w sobie zakochali. Mogę się z Tobą założyć, że były to wyjątki potwierdzające regułę, że związek opierający się na seksie, z powodu seksu też się kończy. I jest krótkotrwały, bo seks jest zaspakajaniem potrzeby. Związek tak naprawdę to wszystko to, co jest między jednym orgazmem a drugim! – Związku nie wypełnisz seksem, tylko waży tyle co jest między jednym stosunkiem a drugim. Seks jest wyrazem, jedną z form wyrażania miłości. Nie jedyną! Gdy potrzeba jest zaspokojona, szybko się nudzi. Związek dwojga ludzi, to wzajemne zaspokajanie wszystkich swoich potrzeb – jedno drugiemu i nawzajem, bo się ludzie kochają i chcą dać z siebie wszystko by osoba kochana była z nami szczęśliwa. Kumasz? Seks więc nie będzie i nie może być podstawą związku, jeśli Ci się więc wydaje, że może - to się mylisz. Jeśli więc palant Ci tak mówi na którejś randce i Ty chcesz mieć tylko seks, rób co chcesz. Ale jeśli się zakochujesz, kończysz to. Inaczej cierpisz. Rozumiesz? Będziesz wyła, miała do niego i siebie pretensje a on tylko wzruszy ramionami i powie Ci: „Przecież Ci mówiłem! Czemu mnie atakujesz?”. To, że on tak cudownie Cię liże, to że masz z nim kilka orgazmów dziennie, to nie powód by się zakochać. To jest co najwyżej okazja do zakochania się. Ale od samego początku, facet musi coś do Ciebie czuć. A wtedy jeśli facet tak mówi, to znaczy jedno: Nic z tego nie będzie. Ktoś, kto nie odrzuca pomysłu, iż może się w Tobie zakochać, nigdy Ci takich tekstów na początku znajomości nie powie, rozumiesz? Czemu? Po prostu widząc Cię podobasz mu się bardziej niż dziwka, która ostatnio brała od niego kasę, czy bardziej od jego ostatniej kochanki, żony, przyjaciółki byłaś dla niego lepsza, bardziej dla niego atrakcyjna. Widzi w Tobie więcej niż seks – widzi możliwość, potencjał. Po prostu pożąda Cię i jeszcze nim wsunął się w Ciebie przez ułamek sekundy Cię zapragnął inaczej niż inne. Dlatego się asekuruje i nie chce od Ciebie dostać w twarz tracąc okazję na coś więcej niż tylko seks. Jeśli więc Ci to mówi, modli się w duchu tylko o jedno: byś też chciała seksu. Jeśli nie wstajesz sieknąwszy mu na odlew w twarz drinkiem lub ręką, on osiągnął sukces a Ty się pogrążyłaś. Ucz się kobieto na błędach, ok.?
7. „Jeszcze nie czas…” – na wszystko, by Cię przedstawić rodzinie, znajomym, by Cię zaprosić do domu, podać Ci adres, wybrać się na wesele brata z Tobą u boku. Jeśli to występuje razem z jednym z poprzednich tekstów i po wielomiesięcznej znajomości, wspólnym zamieszkaniu, bzykanku w każdy weekend nie masz tego dosyć, jesteś durna pinda. To kiedy jest czas, hę? Co takiego jest w Tobie, by się z Tobą wybrać w publiczne miejsce? Garbata jesteś? Cycki masz na plecach? Boi się czego? Przedstawić kolegom? Ciągle Cię bierze do innego miasta? Znam dziewczynę, która przejrzała na oczy, jak ją pewien palant z Warszawy zabrał do Gdańska jej samochodem. Widząc jego konsternację gdy przypadkiem podbiegli do jej faceta znajomi i a on nie może odpowiedzieć na ich pytanie: „Oj, czemu nam nic nie mówiłeś, że masz taką fajną dziewczynę?” po już kilkumiesięcznej znajomości, wstała od stolika, wróciła do hotelu, spakowała się i wyjechała sama do domu. Mądra dziewczyna. Inne siedzą, głupkowato się uśmiechają, milczą i zastanawiają się, czemu po paru miesięcznej znajomości, gdy ona miała już jego organ w ustacha jego majtki znalazła w swojej pralce, on nikomu o niej nie mówi, nie chwali się a na spotkaniach służbowych udaje, że jej nie zna. Odpowiedź jest kurna prosta jak drut: Ma inną albo ma zamiar mieć inną od Ciebie. Rozumiesz? Dlatego ciągle nie czas. Nie pokaże Cię rodzicom, by później nie odpowiadać na ich pytania: A co ze Zdziśką, z którą byłeś u nas miesiąc temu? Albo – „Rozwiodłeś się Synku i nam nic nie powiedziałeś?”. Boże czemu baby są tak naiwne!
8. „Nie mogę Ci wszystkiego powiedzieć” – odpowiada palant, jak zaczynasz mieć wątpliwości i zaczynasz się z nim nimi dzielić. Ty nawet myślisz, że on musi mieć te swoje tajemnice. Ja pracuję w firmie, gdzie wszystko jest tajemnicą. Pilnuję tajemnic moich Klientów i Firmy. Ale moja żona będąc narzeczoną wiedziała, kiedy jestem w pracy, kiedy jestem zajęty i kiedy będę w domu. I gdzie będę poza domem. Nawet z kim! Wiedziała bo mi zależało by była mnie pewna. Bo zależało mi, by mi ufała. To nie są tajemnice, które uczciwy facet ma przed swoją kobietą. Jakież było zaskoczenie, gdy jedna z Was niechcący wpadła na ulicy na swojego lubego z żoną i dziećmi. Napisała mi wtedy, że od tej pory nie będzie miała oporów poprosić o dowód osobisty każdego dupka, który się do niej będzie chciał zbliżać. Na moje pytanie „Czy nie wzbudziło Ci podejrzeń, że facet nie podał Ci nigdy adresu?” – inna z Was odpowiedziała, że jest delikatna i nie chciała być wścibska. Kurcze. Ja podałem swój każdej kobiecie, na której mi zależało. Może dlatego, że nigdy nie kręciłem z dwoma na raz, mieszkałem sam po wyprowadzeniu się od byłej? A rozstając się z kobietami, robiłem to definitywnie? Chyba tak. Chociaż sam kiedyś byłem gigantycznym palantem, ale nie aż tak paskudnym. Byłem palantem z zasadami.
9. „Przemyślałem to, i dajmy sobie trochę czasu” – mówią tak palanty, które po wyrzuceniu wracają skruszone i takie, które nagle po wysłuchaniu tego, co Ci się przez miesiące lub lata na wątrobie uzbierało, nie mając już gotowych argumentów, chcą dać na przeczekanie, by sobie przypomnieć łgarstwa i znaleźć na nie alibi. Mówią, że teraz wszystko po tym jak z siebie wyrzuciłaś, przemyślą, i wrócą do tematu później. Takie odsunięcie zagrożenia i wprowadzenie kobity w stupor. Ona teraz będzie czekać kurna na niewiadomo co, nie spać zamęczając siebie i Glosatora pytaniami, co ona ma myśleć, albo co i jak ma interpretować a on w tym czasie będzie zaspokajał żonę, albo zdąży zrobić jej dziecko, albo będzie bzykał kilka 20-parolatek i jak mu już przejdzie, to wróci i powie Ci tak: „Kochanie, przemyślałem sprawę, spróbujmy jeszcze raz, może się tym razem uda” - może się przyzna do paru błędów, przyzna Ci nawet rację, że był gruboskórny, że nie wiedział tego co Ty mu z siebie wyrzuciłaś i…. Cię kupi. Jeśli jesteś mądra, to trzaśniesz palantowi bez słowa drzwiami do mieszkania czy domu przed nosem nawet się nie tłumacząc. Bo wiesz, że dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi. Jeśli ktoś jeszcze na początku relacji, kiedy każdy facet robi wszystko by mu kobieta, na której mu zależy zaufała, musi się zastanawiać – to niech bawi się w Kartezjusza ale z inną. Chyba, że chcesz żyć z palantem. W sumie co mi do tego. Ale nie chlipaj mi potem.
10. „No przecież Ci mówiłem jaki jestem?”. Moim największym odkryciem jakiego kiedyś odkryłem, iż jestem strasznym palantem i to bycie palantem mnie zmęczyło było to, że ja byłem wobec kobiet cholernie szczery. Byłem durniem, mój „palantyzm” polegał na tym, że ja byłem skoncentrowany tylko na tym, co ja czułem i myślałem, że jak ja tak czuję, to to samo czuje kobieta. Że jeśli idziemy do łóżka, to dlatego, że ona też ma taką samą ochotę co ja na seks. Nie zastanawiałem się, że ona może się np. zakochiwać, tęsknić, pragnąć nie tylko seksu ale i być ze mną po prostu. Milczały myśląc, że ja ton sam odkryję i ryknę jak Archimedes „Eureka”. Przestałem być palantem, gdy zrozumiałem, że kobiety inaczej myślą, działają i czują niż my. Poczułem do siebie ogromne obrzydzenie, gdy zdałem sobie sprawę, że mogłem wiele kobiet skrzywdzić. Odkryłem wtedy, że byłem wyjątkowo durnym palantem. Jak już wiele razy pisałem, to wtedy umarł we mnie facet i w bólach zaczął się rodzić mężczyzna. Ale gdy już wiedziałem, na czym polega bycie palantem, zmądrzałem. Większość palantów jest szczerych, ale kobitom się tak podobają, tak im zależy na nich, że to co mówią przekładają na swoje. To co on szczerze mówi, albo co stara się w durny sposób ukryć, użyć innych słów, mniej drastycznych – budzi u kobiet czułość. „On jest taki nieporadny, że aż niewinny” – myśli wiele kobiet i ładuje się w układ bez przyszłości. Tak, Palanci budzą Waszą litość („Boże jak ta kobieta go traktowała!”), współczucie („Chcę mu wynagrodzić, pokazać, że nie wszystkie baby są takie złe”), to wszystko co zakorzenione jest w Waszym instynkcie macierzyńskim, często niezaspokojonym, a przez to tak Was gubiącym w starciu z palantami staje się powodem Waszej wpadki w pułapkę. Durniejecie, gdy facet Was podrywa, czaruje i robi to „tak naiwnie, że aż się od pierwszego wejrzenia zakochujecie”. „On był taki rozkosznie naiwny” albo „bezradny, taki poraniony”. I Ty go przygarnęłaś do piersi nie wiedząc, że tulisz odbezpieczony granat, który nie wiesz, kiedy wybuchnie i Cię porani.
Oto 10 przykazań jakie stworzyłem leżąc w szpitalnym łóżku i słuchając mojej Przyjaciółki, która płakała po tym jak wypieprzyła z domu palanta, który zapewniał ją, iż „jej wybaczył i chce dać jej drugą szansę”. A ona wcześniej zajrzała do jego komórki, bo gdy on poszedł sikać, przyszedł sms od jakiejś Dorotki: „Gdzie jesteś, czekam na Ciebie gorąca”…. Bolało mnie, że super atrakcyjna, mądra i seksowna dziewczyna, która wielu Panom na Sali podniosła ciśnienie tylko wchodząc, cierpi z powodu palanta.
Kończąc podsumuję:
Zrozumiecie Drogie Panie. Facet nie ceni kobiet, które siebie nie cenią. Jak ktoś ma Ciebie uznać jako wartość, jeśli można Cię wciągnąć w relację za nic, bez kosztów, za darmo, bez wysiłku? Jak facetowi ma zależeć na kobiecie, której nie zależy na tym, by nie być „ogólnodostępną” dla każdego, bo jest czytelna jak neon w ciemnościach, zaś jej instrukcja obsługi wymalowana jest na twarzy? Jak mieć mężczyznę z prawdziwego zdarzenia, jeśli łazisz z takim palantem i jeszcze do niego się publicznie tulisz, gdy on okazuje Ci zupełny brak odzewu na sygnały wysyłane przez Ciebie? Gdy ma Cię gdzieś? Gdy to co mówisz i robisz ignoruje?
Nigdy nie zapomnę sceny którą kiedyś zaobserwowałem, kiedy do palanta w restauracji tuliła się śliczna dziewczyna, a on rozmawiał przy niej z inną zupełnie ignorując tę, która się starała do niego przytulić? Nie zapomnę dziewczyny, która w klubie widziała, jak jej palant umawia się z inną i zamiast go strzelić w twarz i wyjść, ciągnęła go za rękę mówiąc – „Chodź już!”.
Jeśli chcesz mieć najlepszego, musisz sama uważać się za najlepszą. Ujawniasz kompleksy? Czujesz się gorsza? Nie atrakcyjna? To się kurna zmień. Jeśli masz w sobie przegraną, przegrasz. Jeśli uważasz, że stać Cię na najlepszego, a zachowujesz się jakbyś była gotowa obniżyć poprzeczkę tylko dlatego, że boisz się być sama – to nie dziw się, że facet wyczuwa u Ciebie ten głód, bo to co Ci mówi nie odstrasza Cię od niego?
Zdradzacie się, idziecie na kompromisy zbyt daleko idące. Nie wierzycie, że odstraszając palantów zaczynacie siłą rzeczy skupiać wokół siebie najlepszych. Ja zdaję sobie sprawę, że trudno kobiecie powiedzieć: Nigdy nie spuszczaj poprzeczki. Kiedyś na pewnym Forum wywołałem burzę, napisałem tekst o tym, że gdy kobieta potrafi spojrzeć mężczyźnie w oczy i powiedzieć mu z uśmiechem na ustach i z dumą w głosie, że jest on miernotą mimo, że jej się podoba ale nie obniży dla niego poprzeczki – to w tym momencie rodzi się dojrzałość w kobiecie.
Możesz sprawić, że spojrzysz na mężczyznę i wybierzesz go sobie z całego grona innych i owiniesz wokół małego palca, ale najpierw musisz się nauczyć radzić sobie z palantami. Musisz to opanować do perfekcji, nie bojąc się, że powiesz komuś, że porywa się z motyką na słońce i nie bojąc się, że on się odwróci patrząc z pogardą na Ciebie. „Niepalant” będzie chciał Ci udowodnić, że jest w stanie Ci dorównać – i to już połowa Twojego sukcesu. Bez tego, za jakiś czas będziesz się zastanawiać, czemu on się nie stara, czemu mu się nie chce, czemu on Cię tak traktuje i co najgorsze, znajdziesz w sobie 101 nowych powodów, które przerodzą się w kolejne kompleksy, blokując Cię na znalezienie kogoś właściwego dla Ciebie, z którym będziesz wreszcie szczęśliwa. Bo nadal nie będziesz rozumieć, że na palanta jest jedna metoda: „Noga, Kop, dupa, drzwi!”.
Naucz się metody na palanta, tzw. metody „jednej minuty” – gdy do Ciebie zbliża się facet mówiąc, jak jesteś wspaniała , albo opowiadając, że „jest bankierem i szuka żony” – powiedz mu: „Masz jedną minutę, by mi udowodnić, że warto mi się Tobą zainteresować” – jeśli w ciągu jednej minuty okaże Ci jak wielkim jest palantem, powiedz mu „spadaj” i poczuj się wreszcie, iż jesteś Wartością, kobietą nie dla każdego.
Bolało? Musiało boleć. Musiało…
Glosator
Komentuj(10)
|
 |
|
|

|
Design: Caroll
Picture: Rust2d &
Mayor
All materials contained on this site, including text, are protected by Polish law and international copyright laws. Copyright by Glosator ® Wszystkie teksty umieszczone na tym blogu są dziełem i własnością Autora. Jakiekolwiek kopiowanie, przedrukowywanie i wydawanie bez zgody Autora jest zabronione.
|
| |
|